~Shay Novablast~
Zdradliwy klimat Balmorry dawał sie we znaki.Co chwila słyszałem grzmot, po którym wręcz natychmiastowo niebo rozświetlała błyskawica. Z dala od jakiegokolwiek schronienia, szedłem polaną. Nie było to zbyt bezpieczne. Niektóre z wyładowań uderzały dosłownie metr przede mną.Mimo wszystko nie czułem lęku. Stawał się mi obcy.
Stanąłem gwałtownie. Dokładnie słyszałem mój głęboki oddech. Coś zbliżało się do mnie. Z dużą prędkością. Czekałem, czekałem i czekałem, aż zbliży się wystarczająco blisko. W pewnym momencie wyskoczyłem w górę i zrobiłem salto w tył lądując tuż za stworzeniem.
-Bormu?- szepnąłem sam do siebie.- Dziwne...- zasadniczo zwierzęta te są bardzo spokojne. Więc dlaczego atakował?
Znów zaczął szarże. Chwyciłem rękojeść mojego prototypu miecza. Tak prototypu, jeszcze będę dopracowywał szczegóły nim stworze jego ostateczną konstrukcję.
Z charakterystycznym sykiem z rękojeści wystrzeliło szkarłatne ostrze. Odetchnąłem głęboko, grzmot wyładowań słychać było co kilka sekund.
-Jeden...- przeszedłem trochę w bok. -Dwa...- Kreatura była coraz bliżej.-Trzy!- Wskoczyłem Bormu na grzbiet, a właściwie bardziej głowę. Zaczął się potwornie rzucać. Chwyciłem się lewą ręką jednego z jego rogów i gwałtownym ruchem wbiłem mu ostrze miecza w kark. Zwierze jednak nie dawało za wygraną. Zrzuciło mnie w porywie szału i próbowało mnie staranować. Podkreślając próbowało. Liczyła się każda sekunda. Jak najszybciej potrafiłem przyciągnąłem do siebie miecz. Ułożyłem się w odpowiedniej pozycji. Kreatura przebiegła nade mną. Słyszałem dokładnie bicie jej serca. W odpowiednim momencie znów uruchomiłem broń. Bormu przebiegł jeszcze kilka kroków po czym padł. Nastała głucha cisza. Nie licząc dźwięków otoczenia, nie było słychać już nic. Mój oddech był szybszy niż zwykle. Patrzyłem jeszcze chwile na stworzenie, po czym wyłączywszy ostrze miecza ruszyłem dalej. Cały czas nie rozumiałem dlaczego zaatakował. To nie miało sensu... Zjawisko dyfuzji dało o sobie si we znaki, odór wnętrzności stworzenia rozprowadził się już po całej okolicy. Skrzywiłem się lekko. Ciekawość mnie zżerała od środka w związku z ta sprawą jednak musiałem znaleźć jakieś miasto. Sprawa stworzenia wyjaśni się tak czy siak.
W oddali widziałem jakieś miasto.
-No cóż... W końcu jakaś cywilizacja... -szepnąłem pod nosem powoli idąc w kierunku miejscowości. W miarę zbliżania się do celu ukryłem swoją obecność w mocy. Całe miejsce było otoczone murem niczym jakiś gród. Od strony zewnętrznej stała samotnie pod murem pewna dziewczyna. Miała długie proste rude włosy. Kiedy podszedłem bliżej od razu rzuciły mi się jej szare, prawie że bezbarwne oczy.
-Kim jesteś...? Nie wyglądasz na miejscowego...!- krzyknęła do mnie kiedy znajdowałem się od niej miej więcej 3 metry. Spojrzałem na nią ukradkiem.
-Jestem przyjezdnym... -powiedziałem dość cicho, jednak była w stanie mnie usłyszeć. Ruszyłem dalej, wymijając rudowłosą.
-Hej!- Podbiegła do mnie i złapała za ramię. Odwróciłem się gwałtownie. Spojrzałem na nią z irytacją. -Nie wpuszczamy tu nieznajomych...- syknęła.
-Czyli co? Macie port kosmiczny, wszystko, a nieznajomego nie chcesz wpuścić?- starałem się mówić w spokoju.
-Nie gadaj tylko chodź, jeśli życie Ci miłe...- szepnęła mi szybko do ucha i pociągnęła za sobą. Kątem oka zobaczyłem zbliżających się w naszą stronę gości z blasterami. To po to była ta cała szopka. Po jakimś czasie zgubiliśmy gangsterów.
-Każdego tak traktujesz?
-Tylko tych w moim wieku, do starszych trzeba podejść inaczej...
-Mogłaś po prostu powiedzieć.
-A czy wtedy wysłuchałbyś mnie? - uniosła jedną brew. Było w tym trochę racji. -Jak Ci na imię...? -zagadnęła po chwili milczenia.
- Nazywał się... -i tu urwałem na chwilę, nie powinienem przecież zdradzać swojej tożsamości- Kir... Kir Bain...- Spojrzała na mnie przez chwile nieufnie. Ale zaraz się rozchmurzyła.
-Miło mi cię poznać Kir. Ja jestem Vigena Daywrecker.- uśmiechnęła się lekko.- Co sprowadza cie na Balmorre?
-Sprawy osobiste...- Jej zachowanie świadczyło o jej odwadze. Zdobyła tym uznanie w moich oczach. Teraz patrząc na to z innej strony, jeśli zdobędę jej zaufanie będę mógł ją dobrze wykorzystać. Uśmiechnąłem się w duchu.