A więc sprawdzę teraz waszą wiedzę z historii :)
Puki co zadam wam 5 pytań, a odpowiedzi podawajcie w komentarzach.
1. Kim jest Julia dla Mike'a?
a) Przyjaciółką
b) Dziewczyną
c) Żoną
2. Kim jest Ignist dla Cobrans?
a) Kolejnym Jedi do zabicia
b) Bratem
c) Kuzynem
d) Znajomym z dawnych lat
3.Kto był mistrzem Mike'a?
a) Mace Windo
b) Yoda
c) Aayla Secura
d) Shaak-Tii
4. Kim jest Kira?
a) Łowcą nagród
b) Agentem Imperialnym
c) Jeńcem wojennym Sithów
d) Sithem
5. Dlaczego Ignist ma na nazwisko Garnet?
a) Zawsze takie miał
b) Nie chciał aby odkryto jego spokrewnienie z Sithami
c) Musiał zmienić tożsamość aby uniknąć gniewu jednego z Sithów
d) Nie wiadomo
Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział XXXV
~Cobrans Mirach~
Szłam pewnym krokiem przez hangar w kierunku mojego statku. Ktoś stał przy nim. Skrzywiłam się gdy rozpoznałam sylwetkę. Wysoki, dobrze zbudowany Rattataki o szaro-niebieskich oczach. Na jego czaszce było pięć falistych linii, prowadzących od tyłu głowy aż do czoła, oraz dwóch na obydwu policzkach prowadzących od dolnej części ucha aż do nosa. Ubrany był oczywiście w charakterystyczną szatę dla Sithów wojowników.
-Czego tu szukasz Bavu?- warknęłam. Pojawił się tu kilka miesięcy temu. Od razu wyczułam w nim coś... Coś co sprawiło, że od razu go znienawidziłam, z resztą z wzajemnością. Z początku mogłam go znieść jednak swoim zachowanie zmienił to. Jest zwykłym wywyższającym się snobem!
-Nic, nic...- udał obojętnego, jednak dostrzegłam jak kąt jego ust unosi się w chytry uśmieszek. Moje usta wykrzywił gniewny grymas. Zacisnęłam nerwowo pięści, jednak spokojnie przeszłam obok niego. -Miłego lotu... - zaśmiał się szyderczo pod nosem, po czym oddalił się na znaczną odległość.
-Muszę uważać...- szepnęłam sama do siebie po czym weszłam po trapie na pokład statku.
Usłyszałam cichy chrzęst, po czym coś chrupnęło w przewodach. Na panelu kontrolnym zaczęły wyświetlać się liczne komunikaty o awarii.
-Stang...- zaklęłam pod nosem. Spodziewałam się tego, jednak byłam zmuszona wylądować awaryjnie na najbliższej planecie. -Zapłacisz mi za to Bavu....- syknęłam i dorwałam się do panelu. Wciskając nerwowo różne przyciski wyłączyłam silniki pozostawiając tylko te manewrowe. Bardzo teraz ryzykowałam. Musiałam wylądować na Taris. Nadal toczy się tam wojna, jednak wszystko wskazuję na to, że Republika wygra. Fakt, faktem nie miałam innego wyboru.
Statek zaczął przedzierać się przez pierwsze warstwy atmosfery. Miałam tylko nadzieję, że mój "przyjaciel" nie majstrował przy polach ochronnych. Odetchnęłam z ulgą kiedy opuściłam ostatnią warstwę powłoki planety. Zostało mi już tylko wylądować na jakimś odludziu. Wiedziałam, że statek zbyt długo nie wytrzyma, doszło do wielu uszkodzeń. W oddali ujrzałam długo wyczekiwane pole. Zaczęłam podchodzić do lądowania. Kiedy znalazłam się niecałe pięć metrów nad ziemią, poczułam, że statek stracił całą moc napędową. Runął po prostu w dół i wbił się w ziemię. Posuwając się dalej na przód pozostawił za sobą długi rów. W końcu zahamował gwałtownie. Uderzyłam głową w pulpit kontrolny, tracąc chwilowo orientacje. Wyczułam dym w kokpicie. Potrząsnęłam głową i zerwałam się na równe nogi. Zanurzyłam się w mocy aby ocenić sytuację. Nie miałam dokąd uciec. Za drzwiami do ładowni był ogień. Gwałtownym ruchem wyciągnęłam otwartą dłoń w stronę okien. Dzięki pchnięciu mocą wyleciały one na zewnątrz. Wyskoczyłam przez otwór. Znalazłszy się w bezpiecznej odległości wyciągnęłam obie dłonie w stronę płonącego pojazdu. Czułam, że zaraz wybuchnie. Cały czas przeklinałam się w myślach za popełnione błędy. Starałam się objąć statek bańką mocy, aby stłumić wybuch. Nie chciałam aby zaraz republika dowiedziała się o moim przybyciu. Odgłos wybuchu z pewnością by do nich dotarł. Brakło mi sił. Jednak ktoś mi pomógł. Wybuch został stłumiony, a ogień nie rozprzestrzenił się... Mało tego, zgasł. Wyczułam jednak dokładnie Jasną Stronę. Czyżby Mike tu był? W sumie czemu miałby mi pomóc. Odwróciłam się w kierunku źródła energii. Ujrzałam wysokiego mężczyznę, o krótkich brązowych włosach i chyba niebieskich oczach. Ubrany w tradycyjną szatę Jedi. Rysami twarzy przypominał mi Aconte. Odwrócił się w moim kierunku, skinął lekko głową, po czym po prostu odbiegł. Upadłam z wycieńczenia.
-Czyżby to był...- potrząsnęłam lekko głową. - Z resztą nie ważne... Jest wrogiem...-mruknęłam.
Odzyskawszy wcześniej siły ruszyłam w stronę obozowiska Imperium. Nie trudno było ich przeze mnie zlokalizować. Niestety była to daleka droga. Już przez dłuższy czas podążałam leśną ścieżka. Analizowałam dokładnie wszystkie wydarzenia. Chciałam poznać swój każdy błąd, aby już nigdy go nie popełnić. Zatrzymałam się gwałtownie. Zaledwie pięć metrów dalej stała postać. Staliśmy przez jakiś czas w milczeniu wpatrzeni w siebie.
-To ona...- usłyszałam cichy szept mężczyzny.
-Kim jesteś?- powiedziałam z lekką irytacją w głosie. Mężczyzna milczał. -Kim jesteś?- powtórzyłam tym razem z większym naciskiem. Przyjrzałam się mu dokładniej. To on mi pomógł. -Wyjaw swoje imię Jedi...- podeszłam do niego bliżej o kilka kroków. Czułam jego lęk. Tylko przed czym. Bał się wyjawić kim jest? Odetchnął głęboko. Zmienił temat.
-Wkraczasz na teren Republiki Sith'cie.-zmarszczyłam brwi.
-To dlaczego stoisz tak bezczynnie i mi się przyglądasz...?-jego zachowanie było bardzo... specyficzne.
-Odejdź stąd.
-Nigdy nie unikam konfliktów- uśmiechnęłam się pod nosem. Jedi chwycił rękojeść swojego miecza z którego z charakterystycznym sykiem wysunęło się złote ostrze. Jednym płynnym ruchem dobyłam swojego miecza. Dwie bliźniacze klingi zalśniły szkarłatnym blaskiem. Klingi skrzyżowały się czemu towarzyszył charakterystyczny dźwięk. Czułam, że nie chciał walczyć. Sam to sprowokował... Żałosne. Wykonałam serię wypadów i pchnięć. Przeciwnik czasem parował je, jeśli tylko nie mógł zrobić uniku. Zaczęło mnie to nudzić. Pchnięciem mocą posłałam go na odległe drzewa. Rękojeść miecza wypadła mu z dłoni i poturlała się w moją stronę. Przyciągnęłam ją do siebie i na nowo uruchomiłam jej klingę. Przyłożyłam ją przeciwnikowi do gardła.
-Jesteś słaby... -Zdezaktywowałam jego miecz i rzuciłam go do jego stup. Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę.
-Dlaczego mnie nie zabiłaś...?- Zatrzymałam się.
-Spłacam swój dług... Wcześniej ty uratowałeś mi skórę... Jednak widzę, że więzy rodzinne są twoją największą słabością Ignist...-Byłam już pewna, że to on- Wiedz, że to wykorzystam...-uśmiechnęłam się chytrze i ponowiłam marsz. Musiałam teraz tylko zdobyć transport i dotrzeć na Balmorre, tam okaże się czy Shay'owi udało się przetrwać...
Szłam pewnym krokiem przez hangar w kierunku mojego statku. Ktoś stał przy nim. Skrzywiłam się gdy rozpoznałam sylwetkę. Wysoki, dobrze zbudowany Rattataki o szaro-niebieskich oczach. Na jego czaszce było pięć falistych linii, prowadzących od tyłu głowy aż do czoła, oraz dwóch na obydwu policzkach prowadzących od dolnej części ucha aż do nosa. Ubrany był oczywiście w charakterystyczną szatę dla Sithów wojowników.
-Czego tu szukasz Bavu?- warknęłam. Pojawił się tu kilka miesięcy temu. Od razu wyczułam w nim coś... Coś co sprawiło, że od razu go znienawidziłam, z resztą z wzajemnością. Z początku mogłam go znieść jednak swoim zachowanie zmienił to. Jest zwykłym wywyższającym się snobem!
-Nic, nic...- udał obojętnego, jednak dostrzegłam jak kąt jego ust unosi się w chytry uśmieszek. Moje usta wykrzywił gniewny grymas. Zacisnęłam nerwowo pięści, jednak spokojnie przeszłam obok niego. -Miłego lotu... - zaśmiał się szyderczo pod nosem, po czym oddalił się na znaczną odległość.
-Muszę uważać...- szepnęłam sama do siebie po czym weszłam po trapie na pokład statku.
Usłyszałam cichy chrzęst, po czym coś chrupnęło w przewodach. Na panelu kontrolnym zaczęły wyświetlać się liczne komunikaty o awarii.
-Stang...- zaklęłam pod nosem. Spodziewałam się tego, jednak byłam zmuszona wylądować awaryjnie na najbliższej planecie. -Zapłacisz mi za to Bavu....- syknęłam i dorwałam się do panelu. Wciskając nerwowo różne przyciski wyłączyłam silniki pozostawiając tylko te manewrowe. Bardzo teraz ryzykowałam. Musiałam wylądować na Taris. Nadal toczy się tam wojna, jednak wszystko wskazuję na to, że Republika wygra. Fakt, faktem nie miałam innego wyboru.
Statek zaczął przedzierać się przez pierwsze warstwy atmosfery. Miałam tylko nadzieję, że mój "przyjaciel" nie majstrował przy polach ochronnych. Odetchnęłam z ulgą kiedy opuściłam ostatnią warstwę powłoki planety. Zostało mi już tylko wylądować na jakimś odludziu. Wiedziałam, że statek zbyt długo nie wytrzyma, doszło do wielu uszkodzeń. W oddali ujrzałam długo wyczekiwane pole. Zaczęłam podchodzić do lądowania. Kiedy znalazłam się niecałe pięć metrów nad ziemią, poczułam, że statek stracił całą moc napędową. Runął po prostu w dół i wbił się w ziemię. Posuwając się dalej na przód pozostawił za sobą długi rów. W końcu zahamował gwałtownie. Uderzyłam głową w pulpit kontrolny, tracąc chwilowo orientacje. Wyczułam dym w kokpicie. Potrząsnęłam głową i zerwałam się na równe nogi. Zanurzyłam się w mocy aby ocenić sytuację. Nie miałam dokąd uciec. Za drzwiami do ładowni był ogień. Gwałtownym ruchem wyciągnęłam otwartą dłoń w stronę okien. Dzięki pchnięciu mocą wyleciały one na zewnątrz. Wyskoczyłam przez otwór. Znalazłszy się w bezpiecznej odległości wyciągnęłam obie dłonie w stronę płonącego pojazdu. Czułam, że zaraz wybuchnie. Cały czas przeklinałam się w myślach za popełnione błędy. Starałam się objąć statek bańką mocy, aby stłumić wybuch. Nie chciałam aby zaraz republika dowiedziała się o moim przybyciu. Odgłos wybuchu z pewnością by do nich dotarł. Brakło mi sił. Jednak ktoś mi pomógł. Wybuch został stłumiony, a ogień nie rozprzestrzenił się... Mało tego, zgasł. Wyczułam jednak dokładnie Jasną Stronę. Czyżby Mike tu był? W sumie czemu miałby mi pomóc. Odwróciłam się w kierunku źródła energii. Ujrzałam wysokiego mężczyznę, o krótkich brązowych włosach i chyba niebieskich oczach. Ubrany w tradycyjną szatę Jedi. Rysami twarzy przypominał mi Aconte. Odwrócił się w moim kierunku, skinął lekko głową, po czym po prostu odbiegł. Upadłam z wycieńczenia.
-Czyżby to był...- potrząsnęłam lekko głową. - Z resztą nie ważne... Jest wrogiem...-mruknęłam.
Odzyskawszy wcześniej siły ruszyłam w stronę obozowiska Imperium. Nie trudno było ich przeze mnie zlokalizować. Niestety była to daleka droga. Już przez dłuższy czas podążałam leśną ścieżka. Analizowałam dokładnie wszystkie wydarzenia. Chciałam poznać swój każdy błąd, aby już nigdy go nie popełnić. Zatrzymałam się gwałtownie. Zaledwie pięć metrów dalej stała postać. Staliśmy przez jakiś czas w milczeniu wpatrzeni w siebie.
-To ona...- usłyszałam cichy szept mężczyzny.
-Kim jesteś?- powiedziałam z lekką irytacją w głosie. Mężczyzna milczał. -Kim jesteś?- powtórzyłam tym razem z większym naciskiem. Przyjrzałam się mu dokładniej. To on mi pomógł. -Wyjaw swoje imię Jedi...- podeszłam do niego bliżej o kilka kroków. Czułam jego lęk. Tylko przed czym. Bał się wyjawić kim jest? Odetchnął głęboko. Zmienił temat.
-Wkraczasz na teren Republiki Sith'cie.-zmarszczyłam brwi.
-To dlaczego stoisz tak bezczynnie i mi się przyglądasz...?-jego zachowanie było bardzo... specyficzne.
-Odejdź stąd.
-Nigdy nie unikam konfliktów- uśmiechnęłam się pod nosem. Jedi chwycił rękojeść swojego miecza z którego z charakterystycznym sykiem wysunęło się złote ostrze. Jednym płynnym ruchem dobyłam swojego miecza. Dwie bliźniacze klingi zalśniły szkarłatnym blaskiem. Klingi skrzyżowały się czemu towarzyszył charakterystyczny dźwięk. Czułam, że nie chciał walczyć. Sam to sprowokował... Żałosne. Wykonałam serię wypadów i pchnięć. Przeciwnik czasem parował je, jeśli tylko nie mógł zrobić uniku. Zaczęło mnie to nudzić. Pchnięciem mocą posłałam go na odległe drzewa. Rękojeść miecza wypadła mu z dłoni i poturlała się w moją stronę. Przyciągnęłam ją do siebie i na nowo uruchomiłam jej klingę. Przyłożyłam ją przeciwnikowi do gardła.
-Jesteś słaby... -Zdezaktywowałam jego miecz i rzuciłam go do jego stup. Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę.
-Dlaczego mnie nie zabiłaś...?- Zatrzymałam się.
-Spłacam swój dług... Wcześniej ty uratowałeś mi skórę... Jednak widzę, że więzy rodzinne są twoją największą słabością Ignist...-Byłam już pewna, że to on- Wiedz, że to wykorzystam...-uśmiechnęłam się chytrze i ponowiłam marsz. Musiałam teraz tylko zdobyć transport i dotrzeć na Balmorre, tam okaże się czy Shay'owi udało się przetrwać...
Krótki komunikat!
Witamy Was serdecznie drodzy Czytelnicy,
Już niedługo pojawi się kolejny rozdział lecz za nim to nastąpi chcielibyśmy wam przedstawić inne stronki z naszą działalnością.
Założyliśmy stronkę na Facebooku "Jedi & Sith Academy", jest ona poświęcona już głównie oryginalnym częścią Star Wars. Zachęcamy serdecznie do klikania kciuka w górę!
Oprócz tego wasi pisarze posiadają własne stronki na Deviantarcie.
Snu118 i Jakub6789
Mamy nadzieję, że przypadną wam do gustu nasze niektóre prace.
I to na tyle. I pamiętajcie, że już wkrótce pojawi się kolejny rozdział!
Już niedługo pojawi się kolejny rozdział lecz za nim to nastąpi chcielibyśmy wam przedstawić inne stronki z naszą działalnością.
Założyliśmy stronkę na Facebooku "Jedi & Sith Academy", jest ona poświęcona już głównie oryginalnym częścią Star Wars. Zachęcamy serdecznie do klikania kciuka w górę!
Oprócz tego wasi pisarze posiadają własne stronki na Deviantarcie.
Snu118 i Jakub6789
Mamy nadzieję, że przypadną wam do gustu nasze niektóre prace.
I to na tyle. I pamiętajcie, że już wkrótce pojawi się kolejny rozdział!
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział XXXIV
~Kira~
Od kiedy Jabba the Hutt oraz Boba Fet zgineli, ja jestem najlepszą bouty hunterką i uwież mi mierze wysoko. Najbardziej conionymi głowami jest Luck oraz jego cała ekipa i Mike Storm'hold i właśnie to są moje cele. Pewnego dnia dostałam wiadomość od Darth Jounela mówił coś o penej misji na początku się chciałam wywinąć ale gdy usłyszałam ile kredytów w to wchodzi odrazu byłam na mojej drodze.
Statek Seperatystów
Gdy wleciałam zastałam około 6 klonów którzy mieli mnie eskortować na mostek. Statek robił wrarzenie. Był ogromny i dobrze uzbrojony lecz miał wiele słabych punktów. Gdy doszedłem do mostka zobaczyłem sitha który stał do mnie tyłem. Po chwili odezwał się:
-Witaj Kiro Dester, widzę że podoba ci się mój statek.
-Psssss.....Tylko popisujesz się swoimi sithowskimi mocami-Odpowiedziałam z obojętnością.
-Przejdźmy do rzeczy-kontynuował-Chce żebyś znalazła Mika Strom'holda i postarała się by przeszedł na ciemną stronę. Najwyższy z rady chciał go zabitego lecz dał mi 3 dni na wykonanie mojej wersji misji. Moja wersja to żeby zrobić coś przez co wyrzucą go z zakonu jedi.Szczegółowy plan musisz sama opracować. Twoja działka to tylko by został znienawidziany w całej nowej republice. Następnie postaraj się zabić tego Lucka Skywalkera on naperwo będzie prubował mu pomódz a poza tym Luck jest naszym bardzo groźnym przeciwnikiem raz zniszczył nasz cały batalion tylko odepchnięciem. Za obie misje zapłace osobno. Ja następnie będę manipulował Mika do ciemnej strony a ty będziesz żyła w swoim bogactwie.
-Podoba mi się-odpowiedziałam ruszając w strone drzwi.
-Czekaj pierw muszę sprawdzić czy się nadajesz.
-Czy ty podwarzasz moje umiejętności-odkrzyknęłam wyjmyjąc pistolet i celując mu w twarz.W tamtym momęcie klony które mnie wcześnie eskortowały wycelowały we mnie.
-Tylko chce sprawdzić twoje umiejętności. Zabij te klony-powiedział wskazując na klony które mnie eskortowały i pare innych. Nie tracąc czasu wyjełam pistolety a mostek obrucił się w pole bitewy. Zastrzeliłam pierw 4 dodatkowe klony które wyznaczył potem wystrzeliłam z nadgarstka trującą strzałe prosto w gardło jednego z 6 pozostałych klonów. Miałam problemy gdyż nie mogłam użyć ani wyrzutni rakiet ani żadnych granatów więc byłam ograniczona. Trzeba było zostać przy starych metodach. Wyskoczyłam z za rogu gdzie schowałam się przed ostrzałami i zastrzeliłam 3 kolejne klony i pozostały mi już tylko 2 więc podeszłam i wyjełam sztylet przecinając im gardło. Podeszłam do Sitha a on powiedział:
-Dobrze, oto twój kompanion Lord Helsum będzie ci pomagał w misjii.
-Znów wątpisz we mnie!!!A poza tym gram solo-odkrzyknęłam
-To dla ostrożności-Odkrzyknął po czym powiedział-idź teraz czas abyś zaczęła swoją misje.
Mój Statek
Helsuma wysłałam do zbrojowni a w między czasie włączyłam skok w przestrzeń. Zadzwoniłem do mojej przyjaciółki, mojej informatorki Yenfy. Powiedziała mi że ostatnio słyszała że Mike był wezwany na Dexim statek republiki niedaleko Tatooine. Tam zmierzałam stwierdziłam że to najlepsza okazja.
Tatooine
Gdy zobaczyłam tatooine byłam załamana bo nie zobaczyłam Deximu. Lordowi wydawało się że to szalony plan lecz miałam wszystko co do szczegółu opracowane. Obleciwszy Tatooine zobaczyłam Demix akurat miał zamiar skoczyć w hiperprzestrzeń. Nie mogłam na to pozwolić więc oddałam pare strzałów w strone silników. Zrobiłam to tak żeby upozorować awarie. Wtedy wkradłam się na statek ale pierw przebrałam się za rebelianta by nie można było mnie rozpownać. Plan był prosty lech Sith się z nim nie zgadzał. Wiedziałam że tak ciągle będzie przeszkadzał wtedy wyciągnęłam pistolet i strzeliłam od odbił mój strzał i się na mnie rzucił. Walka toczyła się za długo więc złapałam go nie umożliwiając mu ruch po czym strzeliłam za nadgarstka toksyne paraliżującą a następnie zabijającą od środka. Zostawiłam go tak i ruszyłam w strone głównego reaktora. Podróż odbyła się bez problemu. Pozostało mi już tylko położenie bomby lecz jednak był monitoring więc musiałam to jakoś upozorać że to Mike zrobić. Wkradłam się na mostek i powiedziałam że Mike ma wylecieć wraz ze swoją ekipą i sprawdzić od zewnątrz jak uszkodzenie silników wygląda mimo że wszystko było pod kontrolą wtedy podłączyłam i uciekłam do mojego statku. Z pośpiechem odleciałam po czym wysadziłam cały statek gdyż bąba była w miejscu strategicznym. Wiedziałam że się uda. Teraz trzeba było odebrać pierwszą kase za pierwszą kase i pozbyć sie ciała Sitha i powiedzieć że poległ w walce. Wszystko poszło jak po myśli a po jakimś czasie usłyszałam że Mike jest poszukiwany przez republike. Ciekawiło mnie co się teraz z nim stanie....
Od kiedy Jabba the Hutt oraz Boba Fet zgineli, ja jestem najlepszą bouty hunterką i uwież mi mierze wysoko. Najbardziej conionymi głowami jest Luck oraz jego cała ekipa i Mike Storm'hold i właśnie to są moje cele. Pewnego dnia dostałam wiadomość od Darth Jounela mówił coś o penej misji na początku się chciałam wywinąć ale gdy usłyszałam ile kredytów w to wchodzi odrazu byłam na mojej drodze.
Statek Seperatystów
Gdy wleciałam zastałam około 6 klonów którzy mieli mnie eskortować na mostek. Statek robił wrarzenie. Był ogromny i dobrze uzbrojony lecz miał wiele słabych punktów. Gdy doszedłem do mostka zobaczyłem sitha który stał do mnie tyłem. Po chwili odezwał się:
-Witaj Kiro Dester, widzę że podoba ci się mój statek.
-Psssss.....Tylko popisujesz się swoimi sithowskimi mocami-Odpowiedziałam z obojętnością.
-Przejdźmy do rzeczy-kontynuował-Chce żebyś znalazła Mika Strom'holda i postarała się by przeszedł na ciemną stronę. Najwyższy z rady chciał go zabitego lecz dał mi 3 dni na wykonanie mojej wersji misji. Moja wersja to żeby zrobić coś przez co wyrzucą go z zakonu jedi.Szczegółowy plan musisz sama opracować. Twoja działka to tylko by został znienawidziany w całej nowej republice. Następnie postaraj się zabić tego Lucka Skywalkera on naperwo będzie prubował mu pomódz a poza tym Luck jest naszym bardzo groźnym przeciwnikiem raz zniszczył nasz cały batalion tylko odepchnięciem. Za obie misje zapłace osobno. Ja następnie będę manipulował Mika do ciemnej strony a ty będziesz żyła w swoim bogactwie.
-Podoba mi się-odpowiedziałam ruszając w strone drzwi.
-Czekaj pierw muszę sprawdzić czy się nadajesz.
-Czy ty podwarzasz moje umiejętności-odkrzyknęłam wyjmyjąc pistolet i celując mu w twarz.W tamtym momęcie klony które mnie wcześnie eskortowały wycelowały we mnie.
-Tylko chce sprawdzić twoje umiejętności. Zabij te klony-powiedział wskazując na klony które mnie eskortowały i pare innych. Nie tracąc czasu wyjełam pistolety a mostek obrucił się w pole bitewy. Zastrzeliłam pierw 4 dodatkowe klony które wyznaczył potem wystrzeliłam z nadgarstka trującą strzałe prosto w gardło jednego z 6 pozostałych klonów. Miałam problemy gdyż nie mogłam użyć ani wyrzutni rakiet ani żadnych granatów więc byłam ograniczona. Trzeba było zostać przy starych metodach. Wyskoczyłam z za rogu gdzie schowałam się przed ostrzałami i zastrzeliłam 3 kolejne klony i pozostały mi już tylko 2 więc podeszłam i wyjełam sztylet przecinając im gardło. Podeszłam do Sitha a on powiedział:
-Dobrze, oto twój kompanion Lord Helsum będzie ci pomagał w misjii.
-Znów wątpisz we mnie!!!A poza tym gram solo-odkrzyknęłam
-To dla ostrożności-Odkrzyknął po czym powiedział-idź teraz czas abyś zaczęła swoją misje.
Mój Statek
Helsuma wysłałam do zbrojowni a w między czasie włączyłam skok w przestrzeń. Zadzwoniłem do mojej przyjaciółki, mojej informatorki Yenfy. Powiedziała mi że ostatnio słyszała że Mike był wezwany na Dexim statek republiki niedaleko Tatooine. Tam zmierzałam stwierdziłam że to najlepsza okazja.
Tatooine
Gdy zobaczyłam tatooine byłam załamana bo nie zobaczyłam Deximu. Lordowi wydawało się że to szalony plan lecz miałam wszystko co do szczegółu opracowane. Obleciwszy Tatooine zobaczyłam Demix akurat miał zamiar skoczyć w hiperprzestrzeń. Nie mogłam na to pozwolić więc oddałam pare strzałów w strone silników. Zrobiłam to tak żeby upozorować awarie. Wtedy wkradłam się na statek ale pierw przebrałam się za rebelianta by nie można było mnie rozpownać. Plan był prosty lech Sith się z nim nie zgadzał. Wiedziałam że tak ciągle będzie przeszkadzał wtedy wyciągnęłam pistolet i strzeliłam od odbił mój strzał i się na mnie rzucił. Walka toczyła się za długo więc złapałam go nie umożliwiając mu ruch po czym strzeliłam za nadgarstka toksyne paraliżującą a następnie zabijającą od środka. Zostawiłam go tak i ruszyłam w strone głównego reaktora. Podróż odbyła się bez problemu. Pozostało mi już tylko położenie bomby lecz jednak był monitoring więc musiałam to jakoś upozorać że to Mike zrobić. Wkradłam się na mostek i powiedziałam że Mike ma wylecieć wraz ze swoją ekipą i sprawdzić od zewnątrz jak uszkodzenie silników wygląda mimo że wszystko było pod kontrolą wtedy podłączyłam i uciekłam do mojego statku. Z pośpiechem odleciałam po czym wysadziłam cały statek gdyż bąba była w miejscu strategicznym. Wiedziałam że się uda. Teraz trzeba było odebrać pierwszą kase za pierwszą kase i pozbyć sie ciała Sitha i powiedzieć że poległ w walce. Wszystko poszło jak po myśli a po jakimś czasie usłyszałam że Mike jest poszukiwany przez republike. Ciekawiło mnie co się teraz z nim stanie....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)