Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział XLII

~Kira~
 Statek
Długo mi zajeło zanim odnalazłam Sitha który na dał mi tą misje lecz nie przelał pieniędzy lecz gdy znalazłam jego flote to był jego koniec. Dużo mi przelatywało przez myśl lecz najwięcej myślałam o tym co zrobię jeśli nie zapłaci mi. Nie ujdzie mu to na sucho. Lecz z drugiej strony wiedziałam że napewno będzie tam dużo żołnierzy i obrońców. Schodząc ze statku eskortowała mnie grupa imperialistów dobrze uzbrojonych. Na mostku zastałam go odwrócony do mnie powiedział:
-Witam cie...
-No witaj, słuchaj gościu-powiedziałam podchodząc do niego z blasterem lecz wtedy wszyscy wymierzyli we mnie- chce mojej kasy inaczej...
-Inaczej co zabijesz mnie na mojim statku-odpowiedział z ironicznie
- A żebyś wiedział-odpowiedziałam wyjmując blaster i strzelając w strone truperów wtedy rzuciłam bąbe dymną i włączając noktowizory zaczełam zabijać truperów. Gdy para opadła zobaczyłam jedynie Sitha stojącego. Krzyknęłam do niego
-I co zapłacisz mi teraz.
-Nie bo zawiodłaś w misji Mike nie jest już Sithem.
-To znaczy że był co oznacza że swoje wykonąłam i ty zawiodłeś.
-Dobrze zapłace ci połowe stawki.
-Nie mam zamiaru tu sie dłużej z tobą negocjować, wiem że masz więcej. -wtedy wyjełam blaster i rozpętała się walka. Lecz po momęcie odepchnął mnie i wyjmując granat od wykrzyknął:
-Co ty robisz to wysadzi cały mostek!!!
-Nie tylko szybe-wtedy rzuciłam to w strone szyb. Gdy szyby sie wysadziły ja się przytrzymałam poręczy a on poleciał w przestrzeń zaraz potem zamknęła sie szyba a ja ruszyłam w strone banku flotowego. Z tamtąt zabrałam tyle ile się dało i wróciłam na statek z spokojem. Wchodząc na statek usłyszałam alarm więc szybko weszłam i opuściłam flote. Ruszyłam na Nar Shade gdyż chciałam przerobić mojego drojida z typu tłumacza na tym do walki. Potrzebowałam części...
Nar Shada
Wkroczają na handel podszedłem do stanowiska które miało najlepsze części. Stała przy nim odwrócona kobieta.
-Eghem...
-Słucham- powiedziała kobieta odwracając się- Kira!!!!- powiedziała nagle radośnie.
-Elsa!!!- odkrzyknęłam-Boże dawno się niewidzialiśmy.
-No jak ci się powodzi-zapytałam
-Dobrze jak widzisz mam własny interes-odpowiedziała. Rozmawialiśmy tak długo. Elsa to była moja dobra przyjaciółka która pewnego dnia została wzięta w niewole przez republike. Jednak najwidoczniej udało jej sie uciec. Wcześniej były próby uratowania jej lecz byłam wtedy za słaba. Elsa, Syn Fo i ja byliśmy zgraną ekipą i byliśmy niepowstrzymani. Syn Fo wyglądał jak wielki zabrak lecz miał charakterystyczne cechy także innych ras więc niewiadomo jaka rasa to. Syn był bardzo wysoki i roznpbudowany. Walczył elektro pałką i specjalizował się w rzucie sztyletem. Zaproponowałam Elsie byśmy snaleźli Syn Fo i odbudowali naszą drużyne. Rozmawialiśmy jeszcze tak długo lecz trzeba było już przejść do interesu:
-Chciałabym kupić od ciebie te części-powiedziałam
-Ależ oczywiście. Wiesz co mam pomysł ja ci dam te drogie części za darmo a ty mnie za to zabierzesz na statek ze sobą.
-Ja nie wiem to bardzo ryzykowne...
-Podrzuć kredyt do góry-powiedziała
-Czemu?-zapytałam
-Poprostu podrzuć-tak zrobiłam a ona wyjeła blaster i zestrzeliła go w powietrzu. Po tym popisie Elsa złorzyła interes zabrałam części i jeszce ruszyliśmy do jej domu na dłuższe rozmowy. Ustaliłam że z chęcią ją wezme na statek...

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział XLI

~Cobrans Mirach~
Gdy tylko nasz statek zbliżył się do Dromund Kaas poczułam, że coś jest nie tak. Jednak dopiero po przejściu przez atmosferę planety ujrzałam o cho chodziło. Kaas City było prawie całkowicie zrównane z ziemią. Gruz walał się wszędzie,a ruiny budynków dymiły  i płonęły jeszcze dość słabym już ogniem. Mało który budynek ocalał. Uznałam, że najlepiej będzie wylądować na obrzeżach miasta.

-Chodź Shay.- powiedziałam szorstko schodząc już po trapie. Chłopak podążył za mną. Jak oni do tego dopuścili?! pomyślałam rozglądając się dokoła. Wchodząc do miasta Kaas ujrzałam gdzieniegdzie zmasakrowane ciała Sithów, Twil'eków oraz ludzi. Wielu z nich było dosłownie rozerwanych na strzępy. Patrzyłam na nich tylko z pogardą napawając się wiszącym jeszcze w powietrzu ich cierpieniem. Gdzieniegdzie słychać było jeszcze jęki tych którzy nie zginęli, lecz byli w potwornie ciężkim stanie.
-Pięknie...-mruknęłam pod nosem.
-Czy ktokolwiek przeżył...?
-Pewnie część Mrocznej Rady... Oraz kilku Lordów Sithów... Ewentualnie kilku mieszkańców. - powiedziałam nie zwalniając marszu. Analizowałam miejsca gdzie mogli się schronić. I chyba wiedziałam gdzie. Stanęłam w miejscu. Wszystko wyglądało prawie identycznie. Wszędzie płomienie i gruz. Jednak mimo wszystko wiedziałam dokąd się udać. Niegdyś gdzie stał pałac Imperatora oraz siedziba Mrocznej Rady  widniał teraz obraz zrujnowanego Imperium. Upadku władzy. I właśnie tam zmierzaliśmy. Trzeba było to odmienić. Dotarliśmy na miejsce. Przeszłam ostrożnie przez łuk drzwiowy, który jak miałam wrażenie ledwo się trzymał. Usłyszałam ciche głosy dochodzące z podziemi. Tak jak podejrzewałam. Zejście było zasypane stertą głazów i różnych innych odłamków konstrukcji. Wystawiłam prawą rękę na przód i wykonałam ruch, jakbym zrzucała coś ze stołu. Słychać było cichy trzask i szelest. Odłamki przesunęły się na bok odsłaniając zejście do niższych partii budynku. Gestem pokazałam Shay'owi, że mamy tam zejść. Co ciekawe z dołu wydobywało się jakieś światło. Kiedy zeszliśmy na dół ujrzałam pięćdziesiąt osób. Głównie byli to Sithowie i oczywiście członkowie Mrocznej Rady. Imperatora nie było.
-Czy ktoś mi może wytłumaczyć co tu do jasnej cholery się stało?!- syknęłam. Poprzez niezbyt mocne światło prętów jarzeniowych ujrzałam w ich oczach niedowierzanie.
-Lordzie Cobrans....? To naprawdę ty Panie...?- odezwał się jakiś padawan.
-Zadałam wam pytanie!- huknęłam. Ściany zatrzęsły się z lekka.
-Republika wykonała nalot bombowy. Nikt się tego nie spodziewał. Większość miast na naszej planecie zostało zrównanych z ziemią.- jeden z przedstawicieli mrocznej rady wyjaśnił zajście.
-Czyli rozumiem mieliśmy zdrajcę w swych szeregach...- wzięłam ręce za plecy i zaczęłam przechadzać się od jednej ściany do drugiej. Dobrze wiedziałam kto zdradził. Niejaki Darth Revan, bo któż by inny. Mimo, że nie przebywałam często w centrum Imperium zawsze dobrze wiedziałam co się tu działo jak i w innych zakątkach. Nie wielu dostąpiło zaszczytu aby mnoe ujrzeć czy też poznać osobiście. Na mój temat krążyło wiele plotek jak i legęd. Tak. Żywa legenda.
-Żyję już tak wiele lat... I jeszcze nigdy nie spotkałam tak niekompetentnych osób jak wy! Najwidoczniej byliście za słabi aby stawić czoło tej przeciwności... Tak samo sam Imperator był zwykłym głupcem. Czas aby rządy przejął kto inny...-stanęłam dokładnie w środku drogi i zwróciłam się w stronę ocalałych. Pod względem potęgi porównywano mnie zwykle z Darth'em Vitiate. Inni jednak mawiali, że jestem potężniejsza. -Powinien być to ktoś z dużym doświadczeniem. Ktoś kto ma w siebie ogromną potęgę... Ktoś kto weźmie na siebie brzemię odbudowania Imperium... Powinien być to najsilniejszy z nas. -zapadła cisza. Dokładnie słyszałam przyśpieszone bicia serc zebranych.- Powinnam być to ja. -Przerwałam ciszę. Po krótkiej chwili słychać było okrzyk.
-Niech żyję Lord Cobrans! Nasz nowy Imperator!- wykrzyknęli chórem. Uśmiechnęłam się pod nosem. Od stuleci czekałam na tę okazję. Nadeszły czasy Cobrans.

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział XL

Dromund Kaas


Gdy dojechałem z Jillem na miejsce dostaliśmy wiadomość, że Marcjanna już uwolniła już wszystkich jeńców republikańskich uwięzionych od paru lat. Kazałem im opuścić system, bo zagrożenie wciąż rosło. Niedługo po tym zobaczyłem jak statki republiki wkraczają w system. Razem z Jillem zsiadłem ze spidera i zaczęliśmy schodzić w dół bazy. Była dobrze strzeżona a my źle przygotowani, więc na początku trzeba było zrobić skok na magazyn. Zeszliśmy do tej podziemnej bazy, która miała niezliczoną ilość pięter, co powodowało, że jej podziemne położenie i jej ilość dział obonnych na każdej platformie, że jest niepowstrzymana. Najpierw wsiadliśmy spowrotem na spidery i ruszyliśmy w dół bazy. Szybko niepostrzeżenie zeszliśmy do głównego magazynu i uzbroiliśmy się. Ku naszemu zdziwieniu nie zastaliśmy żadnych imperialnych żołnierzy. Od razu po uzprojeniu wyszliśmy na platformę i tam już na nas czekali. Tysiąc dział mierzyło w naszą stronę. Chwyciłem po miecz, lecz Jill złapał mnie za renkę i powiedział:
-Zanim do nich dojdziesz to cie zamordują. Trzeba z nimi walczyć z daleka. Przysuń ten kontener mocą i się za nim schowamy i z tamtąd ich ostrzelimy. Odłożywszy miecz odpowiedziałemi.


-Dobrze. Wtedy zadziałem tak jak polecił wyjąłem cięszką szybko strzelną maszyne i zacząłem ostrzeliwać, lecz to było bez sensu. Stale ich przybywało a posiłki się zlatywały z wszystkich miast. Wtedy sięgnąłem po bazuke i strzeliłem w platformę, naprzeciwko, która chwilowo odwróciła ich uwagę, lecz jednak na wystarczejąco by mocą zepchnąć połowe wojska. Wtedy Jill rzucił granatem i strzelanina trwała dalej. Znów sięgnąłem po maszyne i wyskakując z za kontenera i strzelałem dalej w ich strone. Po dłuższym czasie ostrzeliwania droga była wolna. Szybko przyczepiliśmy linki i zjeżdżaliśmy dalej na dół. Naszym głównym celem było złapanie głównego administratora i generała i wzięcie go w niewole. Na następnym piętrze było ich jeszcze więcej. Gdy jeżdzaliśmy na dół postrzelili Jilla i spadł na platformę. Nic mu nie było, ale był ogłuszony. Wyjołem szybkostrzelną maszyne i schowałem się za jakimś starym chołgiem. Szybko wyskoczyłem i strzelałem dalej. W pewnym momęcie usłyszałem głos z głośników:


-Hmmmmmmmm….Dobrze walczysz. Wkurza mnie to. Działa zniszczyś platformę E-21 razem z żołnierzami. W tym momęcie wielkie działa zmierzyły w moją strone i platforma się zapadła spadaliśmy długo. Szybko wyjołem pistolet przymocowałem linke wystrzeliłem i łapiąc dzila przeskoczyłem na inną platformę, po czym szybko wbiegłem do środka opuszczając platformę. W środku znaleźliśmy się w ogromnym białym pokoju. Jill się ockną i przerażony wycofał się krzycząc:


-To jest komora laserowa!!!Nie ruszaj się. Ruszysz się zginiesz.


-Pamiętam kiedyś Master Shaak-Tii była w podobnej i wiem jak stąd wyjść- rzyciłem maszyne szybko strzelną, bo krępowała by mi ruchy i rzuciłęm bazuką w Jilla by przytrzymał wtedy wykonałem serie skoków uników i odbić mieczem i tak się znalazłem na drugiej stronie mogłem także wysadzić całą komore, lecz zanim bym sięgnął bo bazuke już dawno byłbym w zaświatach mocy. Teraz tylko musiałem poczekać aż Jill wysadzi i przejdzie szybko komore. Po wysadzeniu rzekłem:


-Musimy się śpieszyć niedługo żołnierze nas znajdą.


-Racja powiedział zbierając rzeczy i idąc w strone innego pokoju. Tam znajdowało się biuro. Nagle żołnierze wbiegli i zaczęli strzelać. Szybko schowałem się za rogiem i wyjąłem karabin a Jill swoje dwa pistolety. Musieliśmy się śpieszyć, bo jeśli byśmy dalej zwlekali było by tylko gorzej. Pokazałem, więc Jillowi, że się posówamy na przód. Rzuciłem bombe dymną i odłożywszy karabin chwyliłem za miecz i serią nagłych cieńć przebiłem się przez imperialistów i wyszliśmy z pokoju barakadując drzwi. Szybko Jill zniszczył zabezpieczenie spiderów, które tam się znajdowały. Wtedy wsiadliśmy i polecieliśmy dalej w góre. Znaleźliwszy pokój gdzie znajdował się gen. i administrator sięgnąłem po granaty i wybijając szybe wysadziłem pokój. Uciekając Generał nas złapał i krzyknął:
-Zapłacisz za zabicie admina- i sięgnął po bazuke, lecz wybijając mu ją z ręki bazuka spadła na dół i wywołała wale wybuchów niszczących baze. Fala ognia leciała w naszą strone. Wyjąłem szybko podręczny pistolet i uszkodziłem mu spider, co spowodowało, że gen. popadł w fale ognia. Ja z Jillem ledwo uszliśmy z życiem a gdy wylecieliśmy z bazy. Rozpoczęło się bombardowanie a ja i Jill wsiedliśmy na pierwszy lepszy statek i uciekliśmy na Yavin.


   Yavin
Idąc do świątyni spotkałem moją ekipe. Kazałem im odpocząć a sam musiałem pójść i wyprostować sprawy u rady Jedi. Rada jedi zrozumiała, lecz kazała przejść terapie. Ostatniego dnia terapii Masteri Yii powiedział:


-By zerwać z nałogiem z przeszłości musisz zerwać z pszeszłością. Przez to chce powiedzieć, że musisz zażegnać swoich przyjaciół aż do czasu, gdy skończysz kompletnie z Darth Ravanem. I tak uczyniłem. Każdemu z nich dałem podarek i pożegnałem się z nimi, lecz obieciałem, że będę ich odmładzał póki będę żył i będę ochraniał ich póki będę żył i kiedyś po tygodniach może miesiąca może roku, ale na pewno ich znajde, lecz póki, co muszę się z nimi pożegnać. Minął pewien czas i stałem się legendą. Byłem największym wojownikiem z całej rady miałem wiele lat, lecz dzięki odmładzaniu jedynie było widać jak rozne w mocy i doświadczeniu. Przez te dni rosłem w mocy i byłem najbardziej znanym jedi w zakonie. Niemal, że zapominałem o Darth Ravenie, gdy wyjeżdżałem na wojny lub inne misje, lecz nie czułem, że jeszcze byłem gotowy potrzebowałem czasu. I odpoczynku po tylu przygodach ,lecz wciąż za nimi tęskniłem ale starając się zapomnieć medytowałem i walczyłem i czekałem……


                          CIĄG DALSZY NASTĄPI………………….

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział XXXIX

~Cobrans Mirach~

Każda minuta biegła nieubłaganie szybko. Każdy dzień był niczym mrugnięcie okiem. Cały tydzień szybko przechodził w zapomnienie.

Fala potęgi przeszła przez całe moje ciało. Ciemna Strona otuliła mnie swą łaską. To uczucie było dla mnie wręcz niesamowite. Nagły nienaturalny powiew wiatru (jeśli można to tak nazwać) wyrwał mnie z transu. Ktoś przebiegł niedaleko. Wyczułam silne źródło Jasnej Strony. Siedząc do tej pory ze skrzyżowanymi nogami postanowiłam wstać. Rozejrzałam się ostrożnie dokoła, sięgając dodatkowo w moc. Rozwinęłam wici mocy badając teren. Ktokolwiek to był... Zniknął...

-Panie... Tak jak prosiłaś Twój statek jest gotowy w wyznaczonym miejscu.- Skinęłam lekko głową. Cieszyłam się, że wreszcie mogę się wyrwać z tej planety.- Odeskortować Cię Panie?
-Nie.- odparłam ostro.- Poradzę sobie.- Dokończyłam i ruszyłam w las. Tuż za nim znajdował się mój statek.

Stanęłam na trapie. Obejrzałam się ostatni raz za siebie po czym weszłam do środka. Zajęłam miejsce pilota, po czym wstukałam współrzędne Balmorry. Nadszedł czas aby zgarnąć stamtąd mego ucznia. Uruchomiłam silniki, po czym statek wystartował. Jednak cały czas odkąd wyruszyłam miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuję, mimo tego nie wyczuwałam niczyjej obecności.

Podróż zajęła kilka godzin. Wylądowałam dokładnie w tym samym miejscu co ostatnio. Zamknęłam oczy. Wyczułam obecność Shaya. Oddalał się od pobliskiej wioski, jednak nie był sam. Otworzyłam oczy. Przebrałam przed wyjściem moją szatę na normalne dla tego regionu ubrania. Ukryłam swój miecz, po czym zeszłą, ostrożnie po trapie. Wyjechał za mną mały astrodroid F6-D7.
-Pilnuj statku F6.-powiedziałam, a droid pisnął potwierdzająco. Ruszyłam w kierunku gdzie prawdopodobnie znajdował się Shay. Cóż przynajmniej moc tak mówiła. Zatrzymałam się jeszcze na chwilę. Zamaskowałam żółto-czerwoną barwę mych oczu charakterystycznych dla Sithów. Przetarłam moje oczy, były teraz piwne. Mogłam już iść dalej. Nie byli na szczęście bardzo daleko. Już po 10 minutach marszu ujrzałam dwie sylwetki w oddali. Zaczęłam się do nich zbliżać. Kiedy byłam w odległości około 50 metrów Shay jak i dziewczyna dopiero mnie zauważyli.
-Witaj siostro.- dobrze. Najwidoczniej pamiętał o tym aby w takich sytuacjach nie zdradzać naszych relacji.
-Shay, nie mówiłeś, że masz siostrę...- I tu go mam. Skarciłam go wzrokiem. Zdradził jej swoje imię, mam nadzieję, że tylko imię, pomyślałam. 
-Jak Ci na imię?- powiedziałam dość miłym głosem w kierunku dziewczyny.
-Jestem Vigena.- uśmiechnęła się.- A Tobie jak na imię?
-Nazywam się Asha.-odparłam lakonicznie. Ukradkiem spojrzałam na ucznia.
-Shay musimy już wracać.- powiedziałam ostro.- Pożegnaj się.- Oddaliłam się trochę. Dziewczyna przytuliła go na pożegnanie. Słyszałam jak rozmawiają.
-Przyjedziesz jeszcze...?
-Postaram się...- przestałam ich słuchać. No ładnie jeszcze tego mi brakowało. Poczuł coś do tej dziewczyny... Musiałam temu zaradzić. Kiedy już szedł w moją stronę widziałam w nim wyraźne spięcie. Czułam jego lęk, jednak nie odezwałam się, a poczekałam, aż dojdziemy do statku.
-Więc kim ona była?
-Koleżanką...
-Nie kłam.-skarciłam go.- O czym o na wie?- naciskałam na niego mocno.
-O niczym...-starał się jej bronić. Pokręciłam tylko głową z irytacją.
-Jeśli nie umiesz, nie kłam.- syknęłam. Spojrzałam mu w oczy. Dokładnie w tym samym momencie moje oczy stały się jak dawniej żółto-czerwone. Chłopak osunął się na ziemię i zaczął nienaturalnie drżeć. Złapał się za głowę i zaczął krzyczeć z bólu jaki przerażenia. Po chwili zaprzestałam na nim tych tortur, by nie wyrządzić trwałych ran w jego psychice. Dobrze rozumiał, że to jest kara za jego błędy.
-Proszę... Mój Lordzie... Nie krzywdź jej..-szepnął podnosząc się na chwiejnych nogach, kiedy to doszedł już do siebie. Zaśmiałam się tylko na jego słowa.
-Ja nie zrobię jej nic... To ty masz się z nią rozprawić.

~Shay Novablast~

Ruszyłem z powrotem na łąkę. Vigena jeszcze tam była. Jednak moja mistrzyni miała rację. Vigena wiedziała za dużo. Przyznałem to z bólem w sercu, jednak ona musiała zginąć. Bezszelestnie zbliżyłem się do niej i stanąłem tuż za jej plecami. Przyłożyłem rękojeść mojego miecza do jej pleców.
-Wybacz... Jednak wiesz za dużo...-szepnąłem jej do ucha. Uruchomiłem ostrze, które przebiło ją na wylot. Wydała ostatnie tchnienie po czym jej ciało całkowicie zwiotczało.
-Wybacz...-szepnąłem jeszcze raz. Zdezaktywowałem ostrze po czym odszedłem.

Balmorra z daleka zdawała się być taka mała i taka niewinna. Szczerze powiedziawszy to miałem nadzieję, że już nigdy tam nie wrócę.
-Wiesz po co to było?- Cobrans wstała z fotelu pilota.
-Bo wiedziała za dużo..
-Nie tylko. Jej śmierć może być dla ciebie cennym źródłem. Może podsycać twój gniew ilekroć o niej pomyślisz.- powiedziała. Chyba zrozumiałem o co jej chodziło. Skinąłem lekko głową.- Zasadniczo dokąd teraz lecimy?
-Na Dromund Kaas.- odparła po czym poszła dalej w głąb statku. Ostatni raz spojrzałem na planetę po czym odwróciłem wzrok.

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział XXVIII

~Mike Storm'hold~
  Flota
-Panie, transmicja od imperatora-powiedział gen. mojej floty podarowanej od imperatora kłaniając się przedemną.
-Przepuść-odpowiedziałem odwracając się i idąc do pokoju z holokumunikatorem gdzie odbywały sie     prywatne rozmowy a podrodze rozmyślałem. Od czasu gdy postanowiłem zostać sithem moja moc sięgała granic i może właśnie o tym chciał ze mną porosmawiać gdyż moja moc odmładzania i darowanie siebie i innych wiecznym życiem była niczym w porównaniu co mam jako sith. Miałem racje właśnie o tym imperator chciał ze mną porozmawiać. Na jego twarzy widziałem zmartwienie i za jednym razem ulge.
-Tak panie-przerwałem cisze zaczynając.
-Martwi mnie fakt że jesteś potężniejszy ode mnie i nadal rośniesz w potędze. Jednak znam idealne rozwiązanie.
-Kontynuuj-powiedziałem
-Na Dromund Kass znajduje sie jaskinia rytułałów w aleji Shen-Cii gdzie rytułału dokonam który da mi potege pra dawnych lordów. W tym momęcie moje zmartwienia zniknął a ty nie ucierpisz.
-Nie rozumiem jakbym miał ucierpieć mistrzu-odpowiedziałem z zaciekawieniem i podejrzeniem
-Zostawmy ten temat skupmy się na tym że znalazłem rozwiązanie idealne i proste jutro spotkamy się w mieście "Dokuran" gdzie budynki są niesamowicie wysokie przy cantinie "Pod Twil'ką".
-Oczywiście Lordzie-powiedziałem wstając i idąc w strone mostka.
   Doromund Kass
Wychodząc z statku zarzegnając mojich przyjaciół którzy postanowili że zostaną na statku będą sie starali by żaden imperialista ich nie spostrzedł. Gdy wkroczyłem do cantiny Imperator Helsum już tam był. Podszedłem i kłaniając się żekłem że jestem gotowy.
  Jaskinia Rytułałów
Gdy dotarliśmy do jaskini Imperator ojnajmił że mam zaczekać przed jaskinią. Mineła godzina, dwie gdy nagle padłem na ziemie w wyniku wielkiej eksplozji mocy dochodzącej z jaskini. Szybko wstałem i pobiegłem w strone jaskini. Widziałem tylko rujiny, puł i czarna postać wyłaniająca sie z nich. Nagle podbiegła i chwyciła mnie za gardło. To był Helsum. Rzucił mnie o drzewo a następnie podszedł do mnie z mieczem. Wtedy zaczął mnie razić. Zerknąłem na jego twarz. Uśmiechał się szyderczo. Wtedy myślałem nad tym czy ja też tak wyglądam od kiedy przeszedłem na ciemną stronę. Zimno i źle. Kiedy to się stało. Co gorsze teraz jest nowy najpotężniejszy sith dla którego nie ma rzeczy nie możliwych a to moja wina. Nieważne ile mnie to będzie kosztowało musze go powstrzymać. Wtedy przerwałem swój bul i z całej siły wepchnąłem go w ruiny jaskini. Nagle usłyszałem chichot z nikąt:
-Heh myślisz ,że ci sie to uda. Właśnie dałem rozkaz aresztować a w południe zabić twojich przyjaciół. Byłem zły, bardzo zły lecz zamiast zemsty wsiadłem na spider i popędziłem w strone miasta a za mną Helsum próbujący mi przeszkodzić mocą. Szybko zadzwoniłem do rady jedi:
-Mike to ty odbiur-usłyszałem głos Lucka.
-Tak dzwonie z Doromund Kass.
-To nie możliwe to legenda
-Wież w co chcesz wysyłam kordynaty. Zakończymy to dziś rozpocząć inwazje na tą planete.
-Mike ale o co ci chodzi nagle dzwonisz i mówisz o niestworzonych rzeczach.
-Pewnie tez wyczuliście zaburzenie w mocy. To lord helsum. Wykonał rytułał dzięki któremu jest jeszcze bardzie potężny. Także przeproś całą rade w moim imieniu popełniłem okropny błąd i wróce do rady pod warunkiem że pozwoliście mi naruszyć pare zasad i je zmienić. Narazie nie mam więcej czasu i musze kończyć porozmawiamy później. W tym momęcie dojechałem do miasta a lord Helsum biegnąc za mną próbował mnie zatrzymać paraliżując mnie. W pewnym momęcie Imperator mnie dogonił gdy staliśmy przy najwyższej wieszy na Doromund Kass. Szybko wbiedłem i pojechałem na sam szczyt prubując mu uciec. Lecz na górze sie spodkaliśmy. Sam na sam. Szybko wyjąłem miecz i rzuciłem się w jego strone. Koniec ucieczek. Rozpentała się walka. Była długa wymiana ataków i obron. Walczyliśmy długo. w pewnym momęcie wypchnąłem go na balkon po czym rzuciłem w niego stołem który znajdywał się na piętrze. Jednak zgrabnie przecią i odpowiedział mi atakiem prądem. Umiknąłem i padłem. Zobaczyłem butle z gazem i wtedy wpadłem na pomysł szybko przeciąłem mieczem butle podpalając gaz i użyłem mocy i skierować gaz na przeciwnika. Stałe próby wykończenia ogniem zawiodły. Wciąż próbowałem rzycać przedmiotami z pokoju lecz on odpowiadał po czym zawsze znów dochodziło do walki w ręcz. Postanowiłem to zakończyć i rzuciwszy się na niego z mieczem zadałem mu wiele ofensywnych ataków mieczem a Helsum wycofując się dotarł do końca balkonu i wtedy mnie odepchną. Staliśmy na dwóch końcach. Zmęczeni walką. Nagle Helsum zrobił bariere mocy która bloni go przed wszelkimi atakami a daleka. Następnie staną tyłem przy progu i osłonił mieczem plecy. Znana samobujcza strategia. Jedyny sposób na zabicie go to pozwolić sobie spaść i podczas opadania szybko przeciąć przeciwnikowi brzuch. Podjąłem się tego. Helsum zninął w zaskoczeniu a ja bezwładnie spadałem. Pożegnałem się już z życiem. W pewnym momęcie stwierdziłem że chodzież warto spróbować przeżyć. Pistolet z linką nie pomoże bo przy tej prędkości wyrwie mi ręke ale przywiązanie do brzucha spowoduje podduszenie a potem wybijając szybe wpadłbym na piętro. Wziąłęm pistolet i gdy sięgnąłem po linke zobaczyłem że jestem tuż przy ziemi. To był koniec. Gdy już miałem udeżyć nagle zawisnąłem centrymetr nad ziemią. To Marcjanna uratowała mi życie. A u jej boku stał Jill. Opuściła mnie a ja szybko wstałem i powiedziałem im że imperialiści ich szukają a Marcjanna powiedziała:
-Nam to mówisz. Jedynie mi i Jilowi udało sie uniknąć aresztu. Reszta czeka na jest w więzieniu a imperialisci czekają na rozkaz Helsuma.
-To sie nie doczekają. Helsum nie żyje opowiem wam poźniej. Narazie plan jest taki Marcjanna ty pójdz uratować ich a Jill i ja musimy zniszczyć baze numer 78. Niedługo republika dokona inwazji tu a ta baze to wydrążona dziura w ziemi do której działa nie dotrą. Ja jeszcze musze się skontaktować z radą.-przemówiłem.