Nar Shaddaa
Następnego ranka, wstałam z ogromnym bólem głowy, pół naga w moim statku. Podniosłam się z łóżka, odziałam się i następnie wychodząc z pokoju ruszyłam do pokoju sterowniczego gdzie Elsa już mnie oczekiwała. Słaba i zmęczona obijając sie o ściany weszłam do kabiny gdzie Volltreffer i Elsa już siedzieli i debatowali a obok ich leżał wyłączony przerobiony przezemnie droid którego Elsa zwała "Rozwałką". Usiadłam kołonich i przez mgłe pamiętając poprzedni dzień powiedziałam:
-Co?
-Ale co, co?
-No co, no co było wczoraj że nic nie pamiętam-powiedziałam łapiąc sie za głowe
-Troche sie upiliśmy ale Elsa nas znalazła pod cantiną i zabrałą na statek.-zaczął Volltreffer
-Aha a gdzie teraz lecimy?-zapytałam się patrząc przez Elsi ramie na panel strerowniczy.
-No jak to gdzie odebrać naszą nagrode Volltrefera podwieziemy na Dromund Kass i zostawimy go tam na noc a my polecimy na Hutte i wrócimy po niego następnego dnia.
-Jak to następnego dnia-krzyknęłąm
-Kira-zaczął Volltreffer- myśle że tworzymy zgraną drużyne i moglibyśmy działać razem.
-O nie, nie, nie, nie, nie ja działam solo tak dobrze nam razem idzie ale nie.
-Pomyśl o tym, to może być szansa na coś nowego
-Nie wiem jestem jeszcze za mało trzeźwa chyba na taką decyzje.
W tym momęcie wyszłam z komory z frustracją.
Dortmund Kass
Przez całą podróż nie odzywałam sie do nich ale namyśliłam się. Zachowałam się źle Volltreffer to dobry człowiek i dobrze mi sie z nim pracuje i musiałam mu dać szanse ale obawiałam się że jest za późno. Szybko wybiegłam z statku i wbiegłam do hungaru z Kass city zobaczyłam w oddali Volltreffera zbirzającego sie ku wyjściu szybko co sił w nogach pobiegłam do niego po czym jak dobiegłam powiedziałam zadyszana:
-Volt, zobaczymy sie jutro przylece po ciebie-W tym momęcie mina Volltreffera rozpogodziła sie i zobaczyłam uśmiech godny poświęcenia życiowego motto które i tak było naruszone przez Else i droida bojowego. Szybko przytuliłam Vollta i porzegnafszy się wróciłam na statek. Teraz nadchodził czas na Hutte
Hutta
Wyszłam ze statku na starą dobrą hutte. Następnie ruszyłam w strone pałacu Hutty. Krocząc szybkim tępem ustalałam minimalną sume obok mnie kroczyła Elsa która miała się potem rozdzielić i pójść na bazar by kupić paliwo jedzenie i inne niezbędne rzeczy tam także miałyśmy sie spotkać po moim spotkaniu z Huttem by wydać troche kredytów. Wchodząc do pałacu zobaczyłam liczną ilość strarzy prawdopodobnie po pewnym ataku przez gang który był wyeliminowany w zeszłym roku lecz w wyniku ataku zgineło 3 przedstawicieli Huttów i teraz nie mieli zamiaru ryzykować. W momęcie gdy wszedłam do sali zobaczyłam tradycyjnie Hutta na tronie, tłumacza, tancerki i liczną ilość bouty hunterów. Podeszłam do Hutta który wabił sie Xelsom
i kłaniając się powiedziałam:
-Zadanie wykonane...
-Gun ta hu sa na fa gotem-powiedział Xelsom the Hutt
-Dobrze oto twoja nagroda-powiedziałą tłuczka podając skrzynke z pieniędzmi. Było dużo, BARDZO dużo więcej niż sie spodziewałam więc stwierdziłam, że skoro taki hojny to może da więcej. Więc zaczełąm:
-Oj ale nie za mało ja tu sie z tym Jedi tak namęczyłam że taka nagroda to nic trzeba dopłacić.
-Faka lu maka apa su dum pa-Wykrzyknął Xelsom
-Lord jest bardzo obużony zapłycił wysoką stawke i jedynie może dożucić jego jednogo z najlepszych żołnierzy.-W tym momęcie wyjełam pistolet i w niego wymierzyłam. Wtedy wszyscy wymierzyli we mnie.
-Rzucić broń albo strzele!!!-krzyknęłam
-Res pu do ilo, res pu do ilo-wykrzyknął z przerażeniu
-Puścić broń-krzyknęła tłumaczka
-Masz mi dać więcej kredytów albo dołączysz do swojich przodków
-Fa la me suku kaisa hun-prychnął
-Nic mi nie zrobisz bo oni cie zastrzelą-przetłumaczyła tłumaczka
-Ah tak-wtedy zmieniłam kurs blastera wyjełam drugi i wyeliminowałam każdego po koleji obrońce Hutta. Wtedy znów w niego wymierzyłam i ponownie powiedziałam:
-Ale nie za mało ja sie tu namęczyłam wiec-wtedy zaczęłam ostrzej-pakować tu szmal albo tobie łep odstrzele.
-Po lu lu!!! Po lu lu!!!
-Pakować, pakować wszystko-powiedziała tłumaczka. Zaraz po tym zapakowali kredyty i wyszłam z pałacu z pośpiechem. Lecz przed pałacem czekał na mnie nie znajomy mi do tąd Kaleesh z elektro pałką.
-A ktoś ty?-powiedziałam. Lecz po chwili.
-Nie-powiedziałąm w zdzwieniu-Nie to nie możliwe Melsof!!!-Był to mój stary przyjaciel ja, Elsa i Melsof razem laraliśmy i bawiliśmy sie. Na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
-Dałaś tam czadu Kira-powiedział- Jak to ty zawsze.Podbiegłam uściskałam go i w drodze na bazar wszystko mu opowiedziałam. Na bazarze spodkał sie z Elsą i skoro już tylu ludzi mam na statku to tego jednego nie zaszkodziło zabrać. Razem ruszyliśmy na statek i przesiedzieliśmy całą noc obgadując życie nareszcie pustka która wypełniała mnie od paru lat zniknęła. Byłam radosna i czułą się spełniona...