Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział XLIV

~Kira~
  Nar Shaddaa
Następnego ranka, wstałam z ogromnym bólem głowy, pół naga w moim statku. Podniosłam się z łóżka, odziałam się i następnie wychodząc z pokoju ruszyłam do pokoju sterowniczego gdzie Elsa już mnie oczekiwała. Słaba i zmęczona obijając sie o ściany weszłam do kabiny gdzie Volltreffer i Elsa już siedzieli i debatowali a obok ich leżał wyłączony przerobiony przezemnie droid którego Elsa zwała "Rozwałką". Usiadłam kołonich i przez mgłe pamiętając poprzedni dzień powiedziałam:
 -Co?
 -Ale co, co?
 -No co, no co było wczoraj że nic nie pamiętam-powiedziałam łapiąc sie za głowe
 -Troche sie upiliśmy ale Elsa nas znalazła pod cantiną i zabrałą na statek.-zaczął Volltreffer
 -Aha a gdzie teraz lecimy?-zapytałam się patrząc przez Elsi ramie na panel strerowniczy.
 -No jak to gdzie odebrać naszą nagrode Volltrefera podwieziemy na Dromund Kass i zostawimy go tam na noc a my polecimy na Hutte i wrócimy po niego następnego dnia.
 -Jak to następnego dnia-krzyknęłąm
 -Kira-zaczął Volltreffer- myśle że tworzymy zgraną drużyne i moglibyśmy działać razem.
 -O nie, nie, nie, nie, nie ja działam solo tak dobrze nam razem idzie ale nie.
 -Pomyśl o tym, to może być szansa na coś nowego
 -Nie wiem jestem jeszcze za mało trzeźwa chyba na taką decyzje.
W tym momęcie wyszłam z komory z frustracją.
Dortmund Kass 
 Przez całą podróż nie odzywałam sie do nich ale namyśliłam się. Zachowałam się źle Volltreffer to dobry człowiek i dobrze mi sie z nim pracuje i musiałam mu dać szanse ale obawiałam się że jest za późno. Szybko wybiegłam z statku i wbiegłam do hungaru z Kass city zobaczyłam w oddali Volltreffera zbirzającego sie ku wyjściu szybko co sił w nogach pobiegłam do niego po czym jak dobiegłam powiedziałam zadyszana:
 -Volt, zobaczymy sie jutro przylece po ciebie-W tym momęcie mina Volltreffera rozpogodziła sie i zobaczyłam uśmiech godny poświęcenia życiowego motto które i tak było naruszone przez Else i droida bojowego. Szybko przytuliłam Vollta i porzegnafszy się wróciłam na statek. Teraz nadchodził czas na Hutte
   Hutta
Wyszłam ze statku na starą dobrą hutte. Następnie ruszyłam w strone pałacu Hutty. Krocząc szybkim tępem ustalałam minimalną sume obok mnie kroczyła Elsa która miała się potem rozdzielić i pójść na bazar by kupić paliwo jedzenie i inne niezbędne rzeczy tam także miałyśmy sie spotkać po moim spotkaniu z Huttem by wydać troche kredytów. Wchodząc do pałacu zobaczyłam liczną ilość strarzy prawdopodobnie po pewnym ataku przez gang który był wyeliminowany w zeszłym roku lecz w wyniku ataku zgineło 3 przedstawicieli Huttów i teraz nie mieli zamiaru ryzykować. W momęcie gdy wszedłam do sali zobaczyłam tradycyjnie Hutta na tronie, tłumacza, tancerki i liczną ilość bouty hunterów. Podeszłam do Hutta który wabił sie Xelsom
i kłaniając się powiedziałam:
 -Zadanie wykonane...
 -Gun ta hu sa na fa gotem-powiedział Xelsom the Hutt
 -Dobrze oto twoja nagroda-powiedziałą tłuczka podając skrzynke z pieniędzmi. Było dużo, BARDZO dużo więcej niż sie spodziewałam więc stwierdziłam, że skoro taki hojny to może da więcej. Więc zaczełąm:
 -Oj ale nie za mało ja tu sie z tym Jedi tak namęczyłam że taka nagroda to nic trzeba dopłacić.
 -Faka lu maka apa su dum pa-Wykrzyknął Xelsom
 -Lord jest bardzo obużony zapłycił wysoką stawke i jedynie może dożucić jego jednogo z najlepszych żołnierzy.-W tym momęcie wyjełam pistolet i w niego wymierzyłam. Wtedy wszyscy wymierzyli we mnie.
 -Rzucić broń albo strzele!!!-krzyknęłam
 -Res pu do ilo, res pu do ilo-wykrzyknął z przerażeniu
 -Puścić broń-krzyknęła tłumaczka
 -Masz mi dać więcej kredytów albo dołączysz do swojich przodków
 -Fa la me suku kaisa hun-prychnął
 -Nic mi nie zrobisz bo oni cie zastrzelą-przetłumaczyła tłumaczka
 -Ah tak-wtedy zmieniłam kurs blastera wyjełam drugi i wyeliminowałam każdego po koleji obrońce Hutta. Wtedy znów w niego wymierzyłam i ponownie powiedziałam:
 -Ale nie za mało ja sie tu namęczyłam wiec-wtedy zaczęłam ostrzej-pakować tu szmal albo tobie łep odstrzele.
 -Po lu lu!!! Po lu lu!!!
 -Pakować, pakować wszystko-powiedziała tłumaczka. Zaraz po tym zapakowali kredyty i wyszłam z pałacu z pośpiechem. Lecz przed pałacem czekał na mnie nie znajomy mi do tąd Kaleesh z elektro pałką.
 -A ktoś ty?-powiedziałam. Lecz po chwili. 
 -Nie-powiedziałąm w zdzwieniu-Nie to nie możliwe Melsof!!!-Był to mój stary przyjaciel ja, Elsa i Melsof razem laraliśmy i bawiliśmy sie. Na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
 -Dałaś tam czadu Kira-powiedział- Jak to ty zawsze.Podbiegłam uściskałam go i w drodze na bazar wszystko mu opowiedziałam. Na bazarze spodkał sie z Elsą i skoro już tylu ludzi mam na statku to tego jednego nie zaszkodziło zabrać. Razem ruszyliśmy na statek i przesiedzieliśmy całą noc obgadując życie nareszcie pustka która wypełniała mnie od paru lat zniknęła. Byłam radosna i czułą się spełniona...
 

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział XLIII

~Volltreffer~

Minął zaledwie miesiąc od ataku Republiki na Dromund Kaas, a już widać było, że Imperium podnosi się z gruzów. Kiedy rządy przejął nowy Imperator od razu widać było poprawę. Wszystko było takie... Bardziej zorganizowane.Jednak mimo faktu, że pozornie wszyscy byli zajęci podnoszeniem gruzów i tak miałem pełne ręce roboty w mojej branży. Jako Agent Imperialny zazwyczaj dostawałem zadania aby wyeliminować od kłopotliwych senatorów, zdradzieckich Imperialnych Moffów, po krwiożerczych rebeliantów z Republikańskimi powiązaniami. Tak samo moja jak i innych agentów wierność wobec imperium była niepodważalna.

-Rozumiem. Do usłyszenia.- odparłem zakańczając rozmowę z jednym z moich informatorów. Lubiłem takie dni jak ten kiedy to cenne informacje wpadały w moje ręce. Podszedłem do holoprojektora stojącego na środku pokoju. Ustawiłem odpowiednie łącza i podjąłem próbę nawiązania kontaktu. Projektor zaczął wydawać dźwięki trzasku, a przed moim obliczem ukazała się postać, której zawsze przekazywałem informacje- obserwator sześć. Również jak ja znajdował się na Dromund Kaas.
-Mów.- powiedział szorstkim tonem.
-Odkryłem tożsamość jak i miejsce kryjówki ostatniego z trzech szpiegów. Nazywa się Ulan Cish i jest Jedi. Ukrywa się on w starym magazynie na Nar Shaadzie.- Obserwator nie odezwał się przez długą chwilę. Zapanowała cisza. Jedyne co dało się słyszeć to trzask zakłóceń.
-Zlikwiduj go.- odezwał się wreszcie po czym rozmowa się zakończyła. Odetchnąłem głęboko. Nie lubiłem nigdy Nar Shaady. Zbyt łatwo dało się tam wpaść w centrum uwagi. Jednak... Dla Imperium wszystko.

Zdecydowałem się wybrać sam. Nie lubiłem zbytnio pracować w grupie, inni zazwyczaj mi zawadzali. Podczas dość długiego lotu na Nar Shaade, dokładnie przebadałem plany magazynu w którym ukrywa się Ulan. Rzecz jasna, że oczywiście pracowałem pod przykrywką. Przyleciałem na Imprezową planetę pierwszym promem z Kaas. Ubrany byłem w strój zwykłego mieszkańca: brązowe spodnie, czarna koszulka i czarna kurtka. Pod spodem jednak miałem ubraną kuloodporną zbroję. Kiedy tylko prom wylądował wyskoczyłem z niego jako pierwszy i szybkim krokiem (przechodząc wszelkie odprawy) ruszyłem ku wyjściu z kosmoportu. Teraz bardzo liczył się dla mnie czas. Musiałem dostać się do magazynu przed powrotem Jedi. Na szczęście droga tam nie była długa. Jakieś pięć minut drogi. Starając się trzymać cienia, zacząłem przedzierać się przez tłum. Gwar i łoskot spowodowany rozmowami setki osób oraz przejeżdżającymi co chwila autami dudnił mi w uszach przyprawiając mnie o ból głowy. Przeklęta planeta. Te wszystkie neony. Ten gwar. Po prostu doprowadzał mnie do szału. Odetchnąłem z ulgą widząc już na horyzoncie cel mojej podróży. Spojrzałem na zegar wyświetlający się na jednym z budynków. Miałem jeszcze 10 minut. Przyśpieszyłem. Po chwili intensywnego marszu znalazłem się u celu. Rozejrzałem się dokładnie sprawdzając kilkakrotnie czy nikogo nie ma  w pobliżu. Kiedy zyskałem w końcu pewność wyjąłem ukryty pod moim strojem pistolet z harpunem. Wystrzeliłem go w górę, a ten zaczepił się o dach. Pociągnąłem line sprawdzając czy dobrze się trzyma. Znów się rozejrzałem. Pusto. Pusto. Przycisnąłem guzik z boku pistoletu. Linka zaczęła się zwijać. Kiedy znalazłem się na odpowiedniej wysokości puściłem się wskakując do środka przez wybite pewnie przed laty okno. Wylądowałem miękko, jednak czułem, że konstrukcja nie jest najstabilniejsza. Znajdowałem się na pierwszym piętrze, jednak była tam specjalnie zrobiona dziura do obserwacji piętra niżej. Ostrożnie stąpając przeszedłem we wcześniej wyznaczone przez siebie miejsce. Wyciągnąłem kilka pochowanych części. Zacząłem je szybko i zręcznie skręcać, dzięki czemu powstał pistolet snajperski. Położyłem się na ziemi i wycelowałem. Pozostało czekać.

Jest! Miałem go na celowniku.
-Jeszcze chwila... Jeszcze sekunda...-szeptałem do siebie, aż w końcu pociągnąłem za spust. Jednak... Nie! Ktoś wystrzelił w moją stronę. Pocisk minął mnie minimalnie. Jednak... Spudłowałem. Pierwszy raz w życiu! Zakląłem pod nosem i odrzuciłem broń. Wyjąłem za to mniejszy pistolet i wyskoczyłem zza barierki i wylądowałem na parterze. Jedi uciekał. Jednak ktoś wystrzelił w jego stronę siatkę i związał mu nogi.
-Co do?- potrząsnąłem głową. Musiałem się skupić na zadaniu. Zacząłem biec do Ulana. Lecz nie tylko ja. Kobieta. Łowczyni Nagród. Jedi zdążył się wyswobodzić z więzów. Oboje zaczęliśmy do niego strzelać, jednak ten zręcznie odbijał nasze strzały. Trzeba było jakoś temu zaradzić. Unikając odbitych strzałów zbliżyłem się nieznacznie do kobiety, kiedy ta wystrzeliła w stronę naszego przeciwnika rakietę.
-Kim jesteś?!- krzyknąłem do niej poprzez wybuch. Jedi ledwo go uniknął. Został lekko ranny w lewe ramię.
-Kim ja jestem?! Kim ty jesteś?! I czemu chcesz mi zabrać moją nagrodę?!- wyjąłem z kieszeni granaty odłamkowe i rzuciłem je w przeciwnika. Nie miał dokąd uciec. Z jego obydwu stron wybuchły granaty. Nie zdążył wyskoczyć. Krzyknął z bólu. Jednak nadal się trzymał.
-Wiesz, w sumie może wyjaśnijmy sobie wszystko później...- powiedziałem nie spuszczając wzroku z Jedi.- Lepiej najpierw go wykończmy.- Skinęła głową na znak zgody. Cish cisnął w nas mieczem świetlnym. Wyskoczyłem w górę robiąc unik. Ostrze minimalnie mnie wyminęło. Co można było jeszcze zrobić...? Wiem! Na nadgarstku miałem mały komputer. Wersja kieszonkowa jak ja to nazywam. Nacisnąłem szybko kilka przycisków. Przede mną rozwinęło się pole ochronne. Kobieta cały czas atakowała Jedi różnymi rakietami, strzałami i miotaczem płomieni przypalając mu skórę twarzy. Był zmęczony. Szybko wyciągnąłem z kieszeni przedłużenie od pistoletu. Dzięki temu strzał miał większą moc. Moja towarzyszka odwróciła jego uwagę to dało i idealną okazję. Strzeliłem mu w dłoń dzięki czemu wypadł mu z ręki miecz świetlny. Kolejny strzał oddałem w jego ścięgno Achillesa. Był uziemiony. Chyba, że znał techniki leczenia mocą. Dla tego trzeba było to zakończyć teraz. Widziałem ból w jego oczach. Uniósł mocą starą żelazną skrzynię i cisnął nią w kobietę, ta jednak wskoczyła na nią i wybiła się. Złapała się za wiszący na suficie łańcuch i poleciała za plecy Jedi. Popędziłem przed jego oblicze. Oboje mieliśmy wymierzone w niego blastery. Próbował coś jeszcze działać. Chciał przyciągnąć do siebie miecz jednak zareagowałem szybko i przygniotłem mu butem rękę. Usłyszałem w tamtym momencie chrzęst kości. Spojrzałem na kobietę. W tym samym momencie wystrzeliliśmy.

-Jestem Kira.- przedstawiła się podając mi rękę.
-Volltreffer. Miło mi poznać.- uścisnąłem jej dłoń. Przyjrzała się mi uważnie.
-Nie wyglądasz na łowcę nagród... Ani też na przemytnika... Jesteś Agentem Imperialnym?- wzdrygnąłem się. Tak łatwo mnie przejrzała!
-Skąd to wiesz?
-To już mało istotne. Ale spokojnie, nikomu nie powiem. Raczej.- zaśmiała się. Jak tak dłużej myślę o tym całym zajściu to Kira była pierwszą osobą z którą tak dobrze mi się pracowało. Może by warto było zacząć z nią współpracę...?
-To co teraz?
-Może pójdźmy uczcić naszą wygraną! W końcu jesteśmy na imprezowej planecie.
-Zgoda.- uśmiechnąłem się lekko. Ciężko mi było odmówić. Nie lubiłem imprez. W prawdzie marzyłem aby tylko się stąd wyrwać jednak...
-To chodź.- pociągnęła mnie za sobą.