Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D

niedziela, 7 września 2014

Rozdział XLV

~Darth Nasi~

Rok później...



Usiadłem na środku pokoju przeznaczonego do medytacji. Panował tam półmrok. Jedynie kilka punktów rozjaśniało pomieszczenie. Przestałem zwracać uwagę na obrazy otoczenia pojawiające się w moim umyślę. Pogrążyłem się w medytacyjnym transie. Poczułem jak żar wypełnia moje ciało, a potęga otula mnie niczym koc. Mój oddech stał się płytki i z chwili na chwilę przyśpieszał coraz bardziej. W moim umyśle utworzyła się wizja. Pierwsza odkąd porzuciłem ścieżkę Jedi. Zadrżałem, wyrywając się z medytacyjnego transu. Ta cała wizja... To były urywki różnych scen... Potrząsnąłem głową.
-Nie ważne...-warknąłem pod nosem i podniosłem się ociężale. Poprawiłem skórzaną opaskę zasłaniającą moje oczodoły i ruszyłem ku wyjściu z pomieszczenia. Dzisiaj nie miałem praktycznie niczego ważnego do roboty. Postanowiłem się przejść po Kaas City i znów obejrzeć je w całej okazałości po zeszłorocznym ataku. Jednak ja nie mieszkałem w stolicy Dromund Kaas, tylko w innym z miast, które jeszcze nie powstało do końca z ruin. Jednakże moja cytadela stała w pełnej okazałości. Wyszedłem przed budynek i z pomocą mocy omiotłem wzrokiem cały plac budowy. Jednak plac to zbyt skromnie powiedziane. Moja cytadela znajdowała się na wzniesieniu skąd miałem widok na całe miasto. Niektóre budynki były już w fazie wykończeniowej, jednak znaczna większość dopiero była zaczynana. Westchnąłem cicho i ruszyłem w kierunku mojego prywatnego transportu.

Pojazd wylądował w pobliżu cytadeli Imperatora oraz siedziby Mrocznej Rady, do której z resztą należałem. Często zastanawiał mnie fakt, dlaczego się tam dostałem. Teraz skład Mrocznej Rady wybierał Imperator. Obsadzał tam swoich najbardziej zaufanych ludzi. Co ciekawe, ja do nich nie należałem. Prawdopodobnie prawdy nigdy się nie dowiem. Ogólnie organy władzy zostały trochę przekształcone. Imperator ma władze absolutną. Decyduje praktycznie o wszystkim. Mroczna Rada dostaje wszelkie zadania i decyzje do podjęcia, jednak nim zostaną potwierdzone Wielki Lord, pierw sprawdza czy mu odpowiadają. Rada pełni funkcje- przynajmniej według mnie- doradców. Raz na jakiś czas, Rada ma zaszczyt spotkać się z Lordem twarzą w twarz, kiedy to on zwołuje zebranie. Jednak ja nigdy nie widziałem jeszcze Imperatora. Wiem o nim tyle, że nazywa się Lord Cobrans. Słyszałem również pogłoski- a może to też jest prawda- że żyje już od czasów Darnt Bane’a i, że był on jej mistrzem. Idąc cały czas przed siebie z pomocą mocy, rejestrowałem każdy szczegół miasta. Usłyszałem kolejny już z rzędu grzmot pioruna. Ktoś popchnął mnie nagle. Zachwiałem się. Nie odwracając się, zarejestrowałem fakt, że ten, kto to zrobił ucieka. Chwyciłem go za gardło w zabójczym uścisku mocy. Często bawił mnie fakt, że ludzie myślą, że skoro jestem Miraluką to ich nie zobaczę.
-Wybacz Mój Lordzie…- Twillek’anka -niewolnica- wykrztusiła płaczliwym głosem walcząc o powietrze. Na mojej twarzy zawitał grymas. Zacisnąłem mocniej uścisk na jej szyi. Błękitne oczy wręcz wyszły jej z orbit, a zielonkawa skóra, przybrała purpurowy odcień. Puściłem ją w końcu, a ta upadła ciężko na podłoże kaszląc ciężko i łapczywie łykając powietrze. Zrobiłem to tylko dlatego, że ubrana była w rodowe kolory Dartha Xaroxa- innego z przedstawicieli Mrocznej Rady. Odwróciłem się i odszedłem. Podejrzewam, że ona tak naprawdę nie uciekała, jednak to nie jest teraz istotne. Ogólnie mieszkańcy Imperium  nie żyli w ciągłym lęku, przed Sithami. Żyło im się bardzo dobrze. Nawet nie mieli tego poczucia, że żyją pod władzą Lordów. Rzadko kiedy na nich wpadali. W sumie o to chodziło. Mniej buntów, więcej sprzymierzeńców. Wysokie budowle całkowicie przysłoniły horyzont. Od razu moją uwagę przykuł budynek o trzech ostrych zakończeniach. Mieściła się tam siedziba ponownie przywróconego od czasów Starej Republiki wywiadu agentów Imperialnych. Dostarczali oni wielu cennych dla Imperium informacji oraz wykonywali wiele zadań typu wyeliminowanie kogoś. Osobiście cieszę się, że zostali przywróceni. Zawiał chłodny wiatr. Wokół zapadła cisza. Pora było wracać.

„-Atak!.... 

–Przybyłam po to co mi odebraliście….

-Jasu… Już Ci nie będę mógł pomóc. Nadszedł mój  koniec. Podejmuj mądre, przemyślane decyzje, ale przede wszystkim, słuchaj głosu serca.
-Mistrzu… Ja nie podołam… Boje się…
-Dasz radę Jasu. Wieżę w Ciebie…”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz