Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D

wtorek, 16 września 2014

Rozdział XLVII

~Cobrans Mirach~

Stałam z założonymi za plecy rękami na balkonie mojej cytadeli, spoglądając na moje Imperium. Odetchnęłam głęboko. W powietrzu czuć było zapach wyładowań elektrycznych wiecznie nawiedzających Dromund Kaas. Było piękne... Idealne... Musiało zostać zrównane z ziemią aby móc się na nowo odrodzić w nowym lepszym wydaniu. Pod tym względem mogłam być wdzięczna Republice jednak... Jednak ja nie okazuję wdzięczności, ani też łaski. Nie miałam zamiaru im tego podarować. Miałam plan, który zasadniczo mogłabym wykonać sama... W sumie nawet siejąc większe zniszczenie... Na przykład doszczętnie wyniszczając jedną z ich cenniejszych planet sprawiając, że każdy jej mieszkaniec ginął podczas dość długiego procesu męczarni, doprowadzając w końcu do zniszczenia planety... Jednak każda planeta może okazać się cenna. Kiedyś kiedy Imperium przejmie większość galaktyki i zepchnie Republikę w kąt, każda planeta, która jest pełna, różnych cennych surowców jest przydatna. Dlatego nie opłaca mi się puki co żadnej niszczyć. Poza tym co to za zabawa bez użycia pionków zwanymi inaczej żołnierzami. Kiedyś jednak użyję swojej mocy aby zagarnąć kawał galaktyki dla siebie, ale jeszcze nie dziś.... Z zamyślenia wyrwał mnie łoskot o metal. Ktoś pukał do drzwi.
-Wejść.- powiedziałam oschłym tonem  wychodząc z balkonu. W pomieszczeniu do którego weszłam panował półmrok jednak ja wszystko widziałam doskonale.
-Witaj mój Lordzie... Wzywałaś mnie...- dość niski głos przerwał ciszę. Postać, która jeszcze chwile temu stała, teraz klękała przede mną.
-Chcę abyś poszedł ze mną na zebranie Mrocznej Rady. - przeszłam od razu do sedna.
-To będzie dla mnie zaszczyt mój Lordzie...- wyczułam jego spięcie. -A... Co planujesz Lordzie...?-spytał niepewnym jak i lekko drżącym głosem. Takie momenty jak ten zwykle sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się jeden z całej gamy potwornych uśmiechów.
-Dowiesz się w odpowiednim czasie... Zdradzę Ci tylko, że wyślę cię na nową misję.- Shay podniósł na mnie wzrok. W jego oczach było widać porywisty błysk. Najwidoczniej nie mógł się już doczekać.- Możesz już odejść.- Dodałam po chwili odwracając się do niego plecami i wracając z powrotem na balkon. Po chwili wyczułam, że opuścił pokój, co potwierdził zgrzyt zamykających się automatycznie drzwi. Znów skupiłam się na otaczającym mnie krajobrazie. Wzięłam duży wdech po czym powoli wypuściłam powietrze. Zbierało się na deszcz, w powietrzu czuć było wodę wiszącą nad głowami. Jednak mi to nie przeszkadzało. Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam. Zawiał zimny wiatr, który otulił moją twarz swoim podmuchem. Otworzyłam gwałtownie oczy. Ostatni raz omiotłam wysokie, szpiczaste jaki i kanciaste budynki wzrokiem po czym weszłam pośpiesznie do środka.

***

W pomieszczeniu panował prawie całkowity mrok. Gdy tylko weszłam do środka zawiało chłodem. Niektórzy zadrżeli. Co jakiś czas pomieszczenie rozjaśniały błyski błyskawic wpadające przez oszklony dach wysoko nad naszymi głowami. Zajęłam moje miejsce na podwyższeniu.  Shay, który cały czas za mną podążał stanął u mojego boku. Dwanaście par oczu było skierowanych w moją stronę. Dwanaście osób, którym ufałam. Dwanaście osób, których zdolności pomagały mi w moich planach. Po mojej prawej stronie siedział główny przedstawiciel mrocznej rady- Darth Vindar. Kolejno dalej siedzieli Darth Moxil, Darth Solix, Darth Vol- jeden z dwóch zabraków- Darth Heris, Darth Nasi. Darth Nasi był najmłodszym jak i najnowszym członkiem mrocznej rady. Za dawnych czasów był on Jedi- miraluką. Co sprawiało, że nie pałałam do niego wielkim zaufaniem. Jednakże jego zdolności taktyczne ogromnie mi się przydawały. Dalej siedzieli: Darth Ku'sor- jedyny przedstawiciel rasy Sith w radzie- Darth Xarox, Darth Kuz- drugi z dwóch zabraków- Darth Asha, Darth La'ros- twi'lekanka- oraz Darth Elis.
-Witaj Wielki Lordzie.- Vindar przerwał krótką ciszę. Wszyscy w tym momencie skłonili z szacunkiem głowy.
-Zapewne pamiętacie zeszłoroczny atak na naszą stolicę.- jak zawsze od razu przeszłam do rzeczy. Nie miało sensu owijać tego w bawełnę.- Republika jak i Jedi muszą nam za to zapłacić. Tym razem nie chodzi o to aby wygrać... Chodzi o to aby zadać im mocny cios, który by ich osłabił.-podniosłam się energicznie z miejsca.- Pokażmy im, że Imperium znów powstało! Zarządzam atak na Yavin!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz