Dziękujemy za odwiedziny naszego bloga! :D

niedziela, 14 września 2014

Rozdział XLVI

                                                                 ~Mike Storm'hold~
Yavin
  Właśnie wstałem od kolejnej długiej medytacji i zagłębiania sie w mocy w mojej komnacie gdy nagle z nikąd poczyłem...Poczułem iż już byłem gotowy by odnaleźć swoją ekipe ponownie. Potrzebowałem tego czasu dzięki temu mogłem zapanować nad swojimi emocjami i także urosłem w potęge lecz w pozytywnym sensie tym razem. Gdybym chciał to bym mógł z łatwością wyniszczyć całą cywilizacje a nawet całe planety lecz nie zrobił bym tego... Byłem gotowy więc szybkim żwawym krokiem w strone mojej floty którą dostałem od republiki. Także miałem własny batalion.
W republice za moją sprawą powstały wielkie zmieny. Republika sie wzbogaciła, była potężniejsza, lepsza. Także nastąpiły zmiany w zasadach. Doświadczeni i zaufani jedi mogli być zamężni. Także jedi mogli zabić w ostateczności jeśli wróg był bardzo potężny nie trzeba było ko pokonywać a następnie aresztowany. Zrobiłem to dla bezpieczeństwa innych. Za dużo było przypadków że więzień
a następnie mścił sie na innych. Lecz tylko uprawnieni mogli zabić i to było jedynie wprzypadku ostateczności. Zanim sie obejrzałem flota już była w przestrzeni. Ruszyłem do mojego pokoju i zacząłem medytować by odnaleźć pierw Jilla. Wyczułem go na Nar Shadzie. Uronił na mojej twarzy sie uśmiech i stwierdziłem "gdzie inndziej?". Moge i sie zabawić brakowało mi tego mruknąłem do siebie. Ze mną siedzieli padawani na statku byli już starsi i byli już pełnymi jedi  i ich także odmładzałem bo potrzebowali tego.
 Nar Shaada
Oczywiście zastałem go w kantinie. Tej nocy sie zabawiłem. Podeszłem do Jilla sięgnąłem po drinka i zaczeliśmy tańczyć do naszych ulubionych rytmów. Rano z ogromnym kacem wstałem i wyszedłem z hotelu by sie orzeźwić. Troche czasu po mnie Jill wyszedł z hotelu razem z jakąś kobietą. Kojarzyłem ją. Następnie Jill zaczął:
-To jest...
-Zanah...- przerwałem mu
-Mike-odpowiedziała kobieta
-Znacie sie?-zapytał Jill
-Odsuń sie to jest lord sithów-oznajmiłem trzymając miecz
-Zmieniłam sie-krzykneła
-To moja dziewczyna-powiedział Jill
-Mów-powiedziałem do Zanaah odkładając miecz.
-Już nie jestem Jill mnie oświecił. Daj mi szanse wejź mnie na statek i zaufaj. Albo sprawdź mnie mocą. Wiem że jesteś na tyle potężny.
-A jak wogóle żyjesz jedynie ja i Cobrans posiadamy moc odmładzania-zapytałem
-Najwidoczniej jestem trzecia-powiedziała
-Dobrze ufam ci-nie wyczuwałem w niej zła lub złych intencji.
-Czekaj ty byłaś sithem-powiedział Jill
-Dobra obgadamy to na statku bo mamy jeszcze dużo osób do odebrania-powiedziałem
  Felucia
Krocząc po Felucji w pewnym krokiem szukałem Juli i Marcjanny... Długi czas minął ale je znalazłem Julia sie zmieniła była bardziej pewna siebie stała sie sprawniejsza fizycznie i bardzo elastyczna prawdo podobnie Marcjanna jej potazała. Marcjanna jak zafsze w krótkich obcisłych umożliwiających jej dużej elastyczności i prędkości. Koszulka jak zawsze z odsłonientym brzuchem. Lecz ubiór Juli sie zmienił kroczyła w długiej sukni z wieloma warstwami lecz mogła wykonywać elastyczne ruchy. Tęskniłem za moją żoną i moją przyjaciółką.  Wyszukałem je mocą łatwo i znalazłem ją w grocie oczekując mnie. Były pewne że dziś przybęde. For-Dor był na swojej rodzinnej planecie Kashyyk. Jeszce jedynie musiałem odszukać paru przyjaciół. JM przygotowywał nas na kolejny lot. Został nam już tylko jak my go nazywaliśmy chemik. Polecieliśmy i odnaleźliśmy go lecz nie chciał być już w to wkrencony spowrotem gdyż miał już żone i dzieci. Rozumieliśmy go i po pogaduszkach i herbacie pożegnaliśmy sie i ruszyliśmy na flocie moi padawani już ćwiczyli a ja ruszyłem na hungar gdzie był nasz sratek bo Jill chciał sprawdzić stan i stan okazał sie dobry. Niedługo po oprowadziłem ich po flocie i skoczyliśmy w hiper przestrzeń. Pierw wszyscy polecieliśmy na Corusant a następnie na Yavin i tam zostaliśmy na troche dłużej gdyż padawani chcieli zsiąść i zostać natomiast ja poszedłem porozmawiać z ostatnimi poza mną i moją ekipą legendarnymi jedi czyli Shaak-Tii i Mace których także odmładzałem lecz podczas naszej rozmowy naruszyli ten temat i poprosili mnie bym pozwolił im odejść i zaprzestał ich odmładzać a jak zginą to nie odżywiać bo to już natura. Trzeba im pozwilić odejść bo inni przyjną na ich miejsce. Lecz o siebie miałem dbać i nadal odmładzac sie i swoich przyjaciół. Gdyż byłem innym potrzebny. I miała racje. I tak uczyniłem. Obiecałem że dotrzymam ich prośby a o siebie i ekipe będe walczył i będziemy obrońcami galaktyki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz