~Cobrans Mirach~
Minęło już tyle czasu... Tyle lat... Tyle zachodów jak i wschodów słońc... Jednak czas zdawał się stać w miejscu jednocześnie biegnąć niewyobrażalnie szybko... Jednak w końcu miałam go zobaczyć...
Minęło już tyle czasu... Tyle lat... Tyle zachodów jak i wschodów słońc... Jednak czas zdawał się stać w miejscu jednocześnie biegnąć niewyobrażalnie szybko... Jednak w końcu miałam go zobaczyć...
-Mam nadzieję, że to więcej się nie powtórzy.- powiedziałam lodowatym tonem.
-Oczywiście mój Lordzie... Więcej Cię nie zawiodę... Przyrzekam.
-Mam taką nadzieję.- powiedziałam oschle.-Możesz odejść.- Skłonił się ostatni raz i odszedł bez słowa. Gdy szedł przez salę stukot jego ciężkich butów rozległ się echem po pomieszczeniu. Odetchnęłam cicho. Pora było się zbierać na spotkanie... Nadal nie mogłam wyjść z podziwu, że się zgodził... Ruszyłam ku wyjściu. Z każdym krokiem czułam jak moje serce biło coraz mocniej. Tym razem ja zaproponowałam spotkanie. W momencie gdy Shay kilka dni temu wspomniał o nim... Że z nim walczył... Powróciła do mnie tęsknota, którą tak starałam się wyprzeć. Była to jednak jedna jedyna słabość, której nie dało się pozbyć... Czy tego chciałam, czy też nie Mike zawsze będzie dla mnie kimś ważnym. Jednak cały czas moja podświadomość mówiła mi, że robię źle. Ten jeden raz nie słuchałam jej. Idąc korytarzem rozglądałam się na boki. Mimo, że widoki te znałam praktycznie na pamięć, nigdy mi się nie nudziły. Czarne ściany zdobiły ustawione co jakiś czas kolumny. Gdzieniegdzie zawieszone były obrazy przedstawiające różne bitwy lub co ważniejszych czy też potężniejszych Lordów Sithów. Zawsze zatrzymywałam się przy jednym. Tak też zrobiłam i teraz. Był tan przedstawiony mój mentor. Nie mistrz. Mentor, którego od zawsze podziwiałam. Niestety nie miałam okazji go nigdy poznać. Żył około 2000 lat przed moimi narodzinami. Lord Malgus. Przez wielu uważany za zdrajce Imperium. Dla mnie jednak był kimś kto sprawił, że ono zabłysło. Przez 2 sekundy wpatrywałam się w dzieło po czym wznowiłam chód. Szłam w kierunku mojego prywatnego hangaru skąd miałam się udać jednym ze statków na Naboo. Miejsce w którym się wychowaliśmy. Ile to ja już lat tam nie byłam...? Tysiąc...? Może trochę ponad...? Cóż to nie istotne. Musiałam pamiętać, że przeszłość się nie liczy. Jest zbędnym zakodowanym wytworem mojego umysłu, który umacniał to co starałam się z siebie wypchnąć. Przyśpieszyłam tępa.
Opuszczałam właśnie orbitę Dromund Kaas. Siedząc w fotelu pilota, spokojnie wprowadzałam współrzędne szlaków nadprzestrzennych. Czekały mnie dwa skoki. I dość sporo czasu lotu.... Nadal nie wiem co mnie podkusiło aby zaproponować to spotkanie... Ciekawe co by powiedzieli... hmmm... Chociażby mój uczeń gdyby dowiedział się, że przyjaźnie się z jednym z największych wrogów Imperium... Nie ważne. Stało się. Musiałam lecieć. Dwa astro droidy towarzyszyły mi w locie i zajmowały się swoimi sprawami. Kątem oka spojrzałam w kierunku jednego z nich. Sprawdzał właśnie czy wszystko jest w porządku po wyjściu z atmosfery. Ociągał się trochę. Drugi natomiast stał w kącie i czekał na zadanie. Westchnęłam cicho i wróciłam do swojego zadania. Ustawiłam auto pilota i ostatni raz sprawdziłam czy wszystko jest w należytym porządku.
-Zapowiada się długi lot...- mruknęłam pod nosem i wstałam kierując się do innej kabiny. Musiałam przebrać swój strój na... Nieco mniej charakterystyczny. Nie chcę w końcu zwracać zbytnio na siebie uwagi. Weszłam do kabiny sypialnej. Miałam tam przygotowane już ubrania. Były to dość neutralne ubrania oraz płaszcz z kapturem. Już czasem pokazywałam się w podobnym ubiorze na odległych planetach i przebranie wypaliło. Także mogłam być spokojna. Szybko zmieniłam ubiór i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Miałam dużo czasu... Aż za dużo. Przeszłam trochę bardziej w głąb pomieszczenia i usiadłam na ziemi. Jak już miałam się czymś zająć podczas tych kilku godzin lotu, to przynajmniej czymś pożytecznym. Pogrążyłam się w medytacji.
Minęło kilka godzin gdy wreszcie mój statek wyszedł z nadprzestrzeni. Przede mną ukazało się piękne oblicze Naboo. Jej widok wywołał u mnie przypływ wspomnień. Zamknęłam oczy i wyparłam myśli czym prędzej z umysłu. Przeszłość była nieistotna. Po chwili już zaczęli mnie wywoływać. Przeszłam standardowe procedury dotyczące zadokowania statku po czym musiałam chwilę poczekać na zezwolenie. Czekałam ze zniecierpliwieniem.
-"Aspire" masz zezwolenie na lądowanie.- ozwał się w końcu, długo wyczekiwany komunikat. Skierowałam swój statek w kierunku kosmoportu. Wylądowałam w hangarze nr 11. Wyłączyłam silniki i skierowałam się ku wyjściu. Schodząc po trapie odetchnęłam głęboko. To powietrze cały czas było tak samo wspaniałe jak te tysiąc lat temu.... Naciągnęłam kaptur na głowę i sprawdziłam czy miecz świetlny jest dobrze schowany. Wszystko ok... Mogłam już iść. Chyba pamiętałam jeszcze drogę do tamtego miejsca... To jedno drzewo w środku lasu... Musiałam trafić. Przeszłam szybko przez kosmoport. Czekało mnie teraz pół godziny drogi. Nie tak dużo. Stanęłam przed budynkiem i rozejrzałam się. Nic się tu nie zmieniło. Prawie nic. Ruszyłam na wschód w kierunku przedmieść. Całą drogę rozglądałam się dokoła.Tak. Pamiętałam te miejsca dokładnie. Znałam chyba te całą okolice na pamięć. Stanęłam w końcu na kilka chwil. Znalazłam się na niewielkim wzgórzu. Zdążyłam się już trochę oddalić od miasta. Mój wzrok spoczął na starych domostwach w oddali. Odwróciłam szybko wzrok i ruszyłam w dalszą drogę. Byłam coraz bliżej. Jednak pierw musiałam zahaczyć o jedno miejsce. I tak pozostało mi jeszcze dużo czasu do umówionego spotkania.
***
Stanęłam przed wielkim, rozłożystym drzewem. Podeszłam bliżej i delikatnie przejechałam dłonią po korze gdzie wyryty był rysunek. Dwie postaci stojące obok siebie i trzymające miecze świetlne. Zapatrzyłam się w niego. Na mojej twarzy pojawił się drobny, wręcz ledwo widoczny uśmiech.
-Pamiętasz ten dzień?- usłyszałam głos za sobą. Dobrze wyczułam, że się zbliża.
-Jakże bym mogła nie pamiętać...?- odwróciłam się w kierunku Jedi.- Miło Cię widzieć Mike.
-Ciebie również Cobrans.- uśmiechnął się lekko. Moja twarz pozostała kamienna. Jednak w moim wzroku widać było pewnego rodzaju radość.
-Tyle lat minęło od naszego ostatniego spotkania...
-...A i tak prawie nic się nie zmieniło...
-..No właśnie... Prawie...- Mike również nie był ubrany w swoje normalne szaty Jedi. Oboje zastosowaliśmy pewnego rodzaju przebranie.
-Cóż.... Tak czy siak z pewnością mamy sobie wiele do powiedzenia.- widziałam, że był trochę zmieszany tym jak się zachowywałam, jednak z drugiej strony widziałam, że rozumiał dlaczego tak to wyglądało. Nie okazywałam prawie żadnych emocji. Pomagało mi to w powiedzmy nie ukazywaniu swoich słabych punktów. Jednocześnie nie potrafiłam ich okazać w stosunku do Jedi... Nie ważne, że był moim przyjacielem... Wstręt do Jasnej Strony był silniejszy.
-Tak czy inaczej na początek zapraszam cię do mojej posiadłości na obiad. Jest to dość nie daleko stąd.- skinął głową z wdzięcznością, ja natomiast wykonałam gest dłonią na znak abyśmy ruszyli.
-Opowiadaj co się u Ciebie działo przez te stulecia.- Mike wyprzedził mnie z pytaniem. Opowiedziałam mu dość ogólnie co się działo; o moim uczniu, o przejęciu Imperium itp. Po czym sama dopytałam się co się działo u niego. I tak minęła nam cała droga. Nawet jak już doszliśmy do posiadłości, jeszcze nie skończył się ten temat dawnych dziejów. W sumie co się dziwić..? Żyliśmy już... Ponad tysiąc lat...? Zaprosiłam Jedi do środka po czym zasiedliśmy do stołu dalej rozmawiając. Do obiadu podane były rozmaite dania z różnych kultur i regionów galaktyki (jednocześnie też takie, które nie zaszkodziły by ludzkiemu zdrowiu, tak jak ostre dania Wookie). Im dłużej z nim byłam tym czułam coraz większą radość, a moja maska kryjąca emocje zanikała. Źle. Jednak chyba ten jeden raz mogłam sobie odpuścić... Tylko ten jeden, jedyny raz. Po kilkudziesięciu minutach skończyliśmy jeść.
-To co chcesz robić teraz...?- spytałam cicho. Mike milczał chwile.
-Może... Poszlibyśmy nad jezioro?
-No nie wiem...- odparłam z lekkim zmieszaniem. Jakoś nie widziałam tego.
-No nie daj się prosić.- zaśmiał się cicho.
-No dobrze...- uśmiechnęłam się lekko. Po raz pierwszy od początku spotkania. Widać było że ucieszyło go to. Minęło kilka minut nim w końcu wyszliśmy z mojej posiadłości. Jezioro na szczęście było nie daleko. Doszliśmy tam w 20 minut. Nie mieliśmy zamiaru tam pływać. Głównie mieliśmy zamiar pójść nad jedno miejsce o którego istnieniu wiedzieliśmy tylko my, przynajmniej tak było jeszcze 1000 lat temu. Teraz nie wiadomo co się tam wyprawiało. Zeszliśmy w dół pagórka i stanęliśmy na brzegu. Jedyną zmianą najwidoczniej był stary pomost o którego istnieniu najwidoczniej ktoś zapomniał. Jednak mimo wszystko wyglądał na bardzo solidny. Sama to zresztą sprawdziłam. Usiedliśmy na końcu pomostu i przez chwile siedzieliśmy w milczeniu podziwiając panoramę jeziora.
-Żałuję, że musimy ze sobą walczyć...- Mike przerwał ciszę, mówiąc jakby przez zamyślenie.
-Tak... Jednak cóż możemy zrobić?- spojrzałam na niego.
-Nie wiem... Może.. Może by tak połączyć Imperium i Republikę? Stworzyć jeden niezależny świat. Nie byłoby wojen... Tylko spokój...
-Spokój to kłamstwo...- mruknęłam sama do siebie tak aby nie usłyszał.- To jest szalony pomysł. I realizacja nie byłaby prosta. W końcu znalazła by się grupka osób, której by to nie pasowało. Wojny były by nieuniknione.- Jedi westchnął tylko.
-Wiem o tym... Jednak jak pomyślę, że udałoby się coś takiego stworzyć...
-Nie mówię nie... Na prawdę nie mówię nie, jednak spójrz na to inaczej... Jeżeli konflikty między nami skończyły by się to... Nie pozostało by nic. Bylibyśmy niczym kamień w rzece mocy. Nie poruszalibyśmy się, stojąc nieustannie w miejscu, powoli erodując do nicości... Jesteśmy stworzeni do tego by walczyć...- powiedziałam ciszej patrząc w krystaliczną tafle wody. Jego pomysł nie był taki zły, jednak widziałam w nim wiele wad... Spokój i harmonia nie były moją drogą. Nie teraz. Powstała niezręczna cisza.
-Wiesz... Ale skoro my jesteśmy dwiema najpotężniejszymi osobami w tej galaktyce to, moglibyśmy stworzyć coś zupełnie nowego. Ni to Imperium, ni to Republikę...
-To dobry pomysł. Podoba mi się.- Znów spojrzałam w jego stronę. Zaczęliśmy jeszcze bardziej zgłębiać ten temat. Nim się spostrzegliśmy, ściemniło się.
-Chyba pora wracać...
-Chcesz to mogę Cię podrzucić do granic przestrzeni Sithów.
-Twoja załoga nie zdziwi się na mój widok...?
-Nie. Oni wiedzą o wszystkim. W takim razie spotkamy się na mojej flocie.- uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam ten gest.
-To do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- ruszyliśmy każdy w swoją stronę. Cieszyłam się, że jeszcze będziemy mogli chwile spędzić czas razem. W końcu nie wiadomo kiedy następnym razem się spotkamy. Wróciłam na pokład "Aspire", przebrałam się w moją normalną szatę i wystartowałam, kierując się w stronę statku mojego przyjaciela.
Opuszczałam właśnie orbitę Dromund Kaas. Siedząc w fotelu pilota, spokojnie wprowadzałam współrzędne szlaków nadprzestrzennych. Czekały mnie dwa skoki. I dość sporo czasu lotu.... Nadal nie wiem co mnie podkusiło aby zaproponować to spotkanie... Ciekawe co by powiedzieli... hmmm... Chociażby mój uczeń gdyby dowiedział się, że przyjaźnie się z jednym z największych wrogów Imperium... Nie ważne. Stało się. Musiałam lecieć. Dwa astro droidy towarzyszyły mi w locie i zajmowały się swoimi sprawami. Kątem oka spojrzałam w kierunku jednego z nich. Sprawdzał właśnie czy wszystko jest w porządku po wyjściu z atmosfery. Ociągał się trochę. Drugi natomiast stał w kącie i czekał na zadanie. Westchnęłam cicho i wróciłam do swojego zadania. Ustawiłam auto pilota i ostatni raz sprawdziłam czy wszystko jest w należytym porządku.
-Zapowiada się długi lot...- mruknęłam pod nosem i wstałam kierując się do innej kabiny. Musiałam przebrać swój strój na... Nieco mniej charakterystyczny. Nie chcę w końcu zwracać zbytnio na siebie uwagi. Weszłam do kabiny sypialnej. Miałam tam przygotowane już ubrania. Były to dość neutralne ubrania oraz płaszcz z kapturem. Już czasem pokazywałam się w podobnym ubiorze na odległych planetach i przebranie wypaliło. Także mogłam być spokojna. Szybko zmieniłam ubiór i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Miałam dużo czasu... Aż za dużo. Przeszłam trochę bardziej w głąb pomieszczenia i usiadłam na ziemi. Jak już miałam się czymś zająć podczas tych kilku godzin lotu, to przynajmniej czymś pożytecznym. Pogrążyłam się w medytacji.
Minęło kilka godzin gdy wreszcie mój statek wyszedł z nadprzestrzeni. Przede mną ukazało się piękne oblicze Naboo. Jej widok wywołał u mnie przypływ wspomnień. Zamknęłam oczy i wyparłam myśli czym prędzej z umysłu. Przeszłość była nieistotna. Po chwili już zaczęli mnie wywoływać. Przeszłam standardowe procedury dotyczące zadokowania statku po czym musiałam chwilę poczekać na zezwolenie. Czekałam ze zniecierpliwieniem.
-"Aspire" masz zezwolenie na lądowanie.- ozwał się w końcu, długo wyczekiwany komunikat. Skierowałam swój statek w kierunku kosmoportu. Wylądowałam w hangarze nr 11. Wyłączyłam silniki i skierowałam się ku wyjściu. Schodząc po trapie odetchnęłam głęboko. To powietrze cały czas było tak samo wspaniałe jak te tysiąc lat temu.... Naciągnęłam kaptur na głowę i sprawdziłam czy miecz świetlny jest dobrze schowany. Wszystko ok... Mogłam już iść. Chyba pamiętałam jeszcze drogę do tamtego miejsca... To jedno drzewo w środku lasu... Musiałam trafić. Przeszłam szybko przez kosmoport. Czekało mnie teraz pół godziny drogi. Nie tak dużo. Stanęłam przed budynkiem i rozejrzałam się. Nic się tu nie zmieniło. Prawie nic. Ruszyłam na wschód w kierunku przedmieść. Całą drogę rozglądałam się dokoła.Tak. Pamiętałam te miejsca dokładnie. Znałam chyba te całą okolice na pamięć. Stanęłam w końcu na kilka chwil. Znalazłam się na niewielkim wzgórzu. Zdążyłam się już trochę oddalić od miasta. Mój wzrok spoczął na starych domostwach w oddali. Odwróciłam szybko wzrok i ruszyłam w dalszą drogę. Byłam coraz bliżej. Jednak pierw musiałam zahaczyć o jedno miejsce. I tak pozostało mi jeszcze dużo czasu do umówionego spotkania.
***
Stanęłam przed wielkim, rozłożystym drzewem. Podeszłam bliżej i delikatnie przejechałam dłonią po korze gdzie wyryty był rysunek. Dwie postaci stojące obok siebie i trzymające miecze świetlne. Zapatrzyłam się w niego. Na mojej twarzy pojawił się drobny, wręcz ledwo widoczny uśmiech.
-Pamiętasz ten dzień?- usłyszałam głos za sobą. Dobrze wyczułam, że się zbliża.
-Jakże bym mogła nie pamiętać...?- odwróciłam się w kierunku Jedi.- Miło Cię widzieć Mike.
-Ciebie również Cobrans.- uśmiechnął się lekko. Moja twarz pozostała kamienna. Jednak w moim wzroku widać było pewnego rodzaju radość.
-Tyle lat minęło od naszego ostatniego spotkania...
-...A i tak prawie nic się nie zmieniło...
-..No właśnie... Prawie...- Mike również nie był ubrany w swoje normalne szaty Jedi. Oboje zastosowaliśmy pewnego rodzaju przebranie.
-Cóż.... Tak czy siak z pewnością mamy sobie wiele do powiedzenia.- widziałam, że był trochę zmieszany tym jak się zachowywałam, jednak z drugiej strony widziałam, że rozumiał dlaczego tak to wyglądało. Nie okazywałam prawie żadnych emocji. Pomagało mi to w powiedzmy nie ukazywaniu swoich słabych punktów. Jednocześnie nie potrafiłam ich okazać w stosunku do Jedi... Nie ważne, że był moim przyjacielem... Wstręt do Jasnej Strony był silniejszy.
-Tak czy inaczej na początek zapraszam cię do mojej posiadłości na obiad. Jest to dość nie daleko stąd.- skinął głową z wdzięcznością, ja natomiast wykonałam gest dłonią na znak abyśmy ruszyli.
-Opowiadaj co się u Ciebie działo przez te stulecia.- Mike wyprzedził mnie z pytaniem. Opowiedziałam mu dość ogólnie co się działo; o moim uczniu, o przejęciu Imperium itp. Po czym sama dopytałam się co się działo u niego. I tak minęła nam cała droga. Nawet jak już doszliśmy do posiadłości, jeszcze nie skończył się ten temat dawnych dziejów. W sumie co się dziwić..? Żyliśmy już... Ponad tysiąc lat...? Zaprosiłam Jedi do środka po czym zasiedliśmy do stołu dalej rozmawiając. Do obiadu podane były rozmaite dania z różnych kultur i regionów galaktyki (jednocześnie też takie, które nie zaszkodziły by ludzkiemu zdrowiu, tak jak ostre dania Wookie). Im dłużej z nim byłam tym czułam coraz większą radość, a moja maska kryjąca emocje zanikała. Źle. Jednak chyba ten jeden raz mogłam sobie odpuścić... Tylko ten jeden, jedyny raz. Po kilkudziesięciu minutach skończyliśmy jeść.
-To co chcesz robić teraz...?- spytałam cicho. Mike milczał chwile.
-Może... Poszlibyśmy nad jezioro?
-No nie wiem...- odparłam z lekkim zmieszaniem. Jakoś nie widziałam tego.
-No nie daj się prosić.- zaśmiał się cicho.
-No dobrze...- uśmiechnęłam się lekko. Po raz pierwszy od początku spotkania. Widać było że ucieszyło go to. Minęło kilka minut nim w końcu wyszliśmy z mojej posiadłości. Jezioro na szczęście było nie daleko. Doszliśmy tam w 20 minut. Nie mieliśmy zamiaru tam pływać. Głównie mieliśmy zamiar pójść nad jedno miejsce o którego istnieniu wiedzieliśmy tylko my, przynajmniej tak było jeszcze 1000 lat temu. Teraz nie wiadomo co się tam wyprawiało. Zeszliśmy w dół pagórka i stanęliśmy na brzegu. Jedyną zmianą najwidoczniej był stary pomost o którego istnieniu najwidoczniej ktoś zapomniał. Jednak mimo wszystko wyglądał na bardzo solidny. Sama to zresztą sprawdziłam. Usiedliśmy na końcu pomostu i przez chwile siedzieliśmy w milczeniu podziwiając panoramę jeziora.
-Żałuję, że musimy ze sobą walczyć...- Mike przerwał ciszę, mówiąc jakby przez zamyślenie.
-Tak... Jednak cóż możemy zrobić?- spojrzałam na niego.
-Nie wiem... Może.. Może by tak połączyć Imperium i Republikę? Stworzyć jeden niezależny świat. Nie byłoby wojen... Tylko spokój...
-Spokój to kłamstwo...- mruknęłam sama do siebie tak aby nie usłyszał.- To jest szalony pomysł. I realizacja nie byłaby prosta. W końcu znalazła by się grupka osób, której by to nie pasowało. Wojny były by nieuniknione.- Jedi westchnął tylko.
-Wiem o tym... Jednak jak pomyślę, że udałoby się coś takiego stworzyć...
-Nie mówię nie... Na prawdę nie mówię nie, jednak spójrz na to inaczej... Jeżeli konflikty między nami skończyły by się to... Nie pozostało by nic. Bylibyśmy niczym kamień w rzece mocy. Nie poruszalibyśmy się, stojąc nieustannie w miejscu, powoli erodując do nicości... Jesteśmy stworzeni do tego by walczyć...- powiedziałam ciszej patrząc w krystaliczną tafle wody. Jego pomysł nie był taki zły, jednak widziałam w nim wiele wad... Spokój i harmonia nie były moją drogą. Nie teraz. Powstała niezręczna cisza.
-Wiesz... Ale skoro my jesteśmy dwiema najpotężniejszymi osobami w tej galaktyce to, moglibyśmy stworzyć coś zupełnie nowego. Ni to Imperium, ni to Republikę...
-To dobry pomysł. Podoba mi się.- Znów spojrzałam w jego stronę. Zaczęliśmy jeszcze bardziej zgłębiać ten temat. Nim się spostrzegliśmy, ściemniło się.
-Chyba pora wracać...
-Chcesz to mogę Cię podrzucić do granic przestrzeni Sithów.
-Twoja załoga nie zdziwi się na mój widok...?
-Nie. Oni wiedzą o wszystkim. W takim razie spotkamy się na mojej flocie.- uśmiechnął się lekko, a ja odwzajemniłam ten gest.
-To do zobaczenia.
-Do zobaczenia.- ruszyliśmy każdy w swoją stronę. Cieszyłam się, że jeszcze będziemy mogli chwile spędzić czas razem. W końcu nie wiadomo kiedy następnym razem się spotkamy. Wróciłam na pokład "Aspire", przebrałam się w moją normalną szatę i wystartowałam, kierując się w stronę statku mojego przyjaciela.